• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Nęcąca enigmatycznością okładka z twarzą karmelowoskórej kobiety, skrytą za dwiema niepokojącymi, złotymi maskami osłania niezwykłą powieść. Bez dwóch zdań nie spodziewałam się bowiem tego, co znajdę na jej stronicach. Pierwsze sto pięćdziesiąt zmaterializowało w mojej głowie cały sztafaż skojarzeń i przyporządkowało historię do nasączonej magią literatury pięknej. Poznając kolejne, miałam wrażenie, że oto zostałam przetransportowana do świata szaleńczo pędzącego fantasy przez Autora, jakiemu nie brakuje finezjo-fantazji i inteligentnego poczucia humoru. Przystający do osobistych preferencji finał okazał się zaś świetnym domknięciem - mrocznie ironicznym i zahaczającym o mój ulubiony motyw pętli czasowej. A może raczej przeznaczenia, które zawsze się ziści?  

“Navi” Konrada Gontarczyka przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi baśni spod ciemnej gwiazdy, oniryzmu, profetyzmu, mitu o Hadesie i Persefonie czy... gawędy o Jasiu i Małgosi. Narrację tę docenią także osoby kochające rzucanie złych uroków, wodzenie na pokuszenie, niedoścignioną serię “Caraval” z całym zestawem jej mylących iluzji, film “Woda dla słoni” i opowieści demoniczne, z uwagą na tę o powstaniu Lilit. Utrzymujący się w lekturze klimat miasta sprzed kilku wieków, w którym można spotkać niezwykłego znachora – przewodnika pomiędzy światami i... byłego legionistę w postaci człowieka-homara sprawi, że przeniesiesz się w czasoprzestrzeni. Poznawszy analogiczną wersję legendy o Roszpunce, zrozumiesz, że złota klatka to dalej więzienie - a zamiana wszystkiego w ten metal wcale nie oznacza szczęścia, o czym przekonał się już sam Midas. 

Może jednak te wszystkie nawiązania do sztuki i literatury zmaterializowały się tylko w mojej zwichrowanej jaźni i to zupełnie inna opowieść. Ale przecież i ją każdy może mieć własną. 😉 Dla mnie “Navi” to... martwa natura jako literatura.  

16:17:00 No comments

Przed Tobą znowu piętrzy się sterta papierów zawalających całe biurko. Patrzysz na nią ze zgrozą i zniechęceniem. Nie tak sobie wyobrażałaś wymarzoną pracę w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W skrytości ducha przypuszczałaś, że będziesz brała udział w pasjonujących śledztwach, łapaniu “grubych” ryb przestępczego półświatka oraz rozwikływaniu kryminalnych zagadek. A tymczasem nie robisz nic poza wertowaniem akt i pisaniem sprawozdań. Nie po to przecież skończyłaś prawnicze studia i niedawno otrzymałaś promocję na pierwszy stopień oficerski. “Pani podporucznik” od pracy biurowej, dobre sobie! Wstyd i jedna wielka nuda. Ta ostatnia jest najgorsza. Patrzysz na odbicie w lustrze i przyglądasz samej sobie. 

„Szczupła sylwetka znamionowała przywiązanie do zdrowej diety i sportu. Bystre piwne oczy i wysokie, wręcz modelowe czoło świadczyły o wysokiej inteligencji, zaś kilka niewielkich piegów na kształtnym, lekko zadartym nosie zjednywały ich właścicielce sympatię. Proste, niedługie włosy w kolorze bardzo ciemnego blond przydawały jej dziewczęcego uroku (…) Jej ubiór kreował wizerunek osoby, której należało słuchać i traktować z powagą.”  

To, co widzisz, świadczy dowodnie, że posiadasz predyspozycje do tego, aby znacznie lepiej przysłużyć się służbie i krajowi. Jesteś ambitna i pracowita. Już w podstawówce i liceum zdobywałaś świetne wyniki w nauce - zwłaszcza historii oraz wiedzy o społeczeństwie. Triumfowałaś również w dziedzinach sportowych - uprawiałaś biegi średniodystansowe. Studia ukończyłaś ze znakomitymi rezultatami, udzielając się w kołach naukowych. Nie bez powodu w twojej opinii psychologicznej napisano, że: 

„Hanna Linka charakteryzuje się dużą determinacją w działaniu umożliwiającą osiąganie nieprzeciętnych wyników w służbie. W połączeniu z wysokim poziomem aspiracji predestynuje ją to także do odgrywania roli lidera w zespole pracowniczym.”

00:26:00 No comments

RECENZJA PATRONACKA 💚! 

Mi Estrella.  

Nazywa mnie swoją gwiazdą, kiedy spotyka błękit oczu z czekoladą moich a jego wytatuowana dłoń łączy się z moją, karmelową. Moje. Nasze. Dziś wszędzie jest jednak ciemność. Nie ta rozświetlana tu i ówdzie blaskiem księżyca, krążącego leniwie nad oceanicznym molo, zawieszonym nad wyludnionym skrawkiem oceanu, które mianowaliśmy własnym. Ta nieprzenikniona, bo tej nocy nie potrafię się uwolnić od nawracającej uporczywie myśli.  

Co powie dyrektor, kiedy się dowie?  

Kiedy, a nie jeśli, bo mam świadomość, że to tylko kwestia czasu. Straci cały szacunek do Arsena. Zwolni go dyscyplinarnie, przekreślając całą dalszą karierę. Mnie najpewniej wyrzuci z liceum, choć staram się mieć jak najlepsze wyniki, a do końca szkoły pozostało ledwie kilka miesięcy. Zniweczy wszystkie marzenia. A przecież tak ciężko pracowałam, by zostać fizjoterapeutką i pomagać wracać do zdrowia osobom takim jak mój tata – po udarach czy innych tragediach. I to dlaczego? Pokochałam swojego nauczyciela. Jesteśmy w związku, czekając na moment, gdy przestanie być zakazany. Dzieli nas czternaście lat, ale wiek – wiek, jak twierdził już Mark Twain, to tylko liczba. Ma znaczenie jedynie wtedy, gdy sam mu je przypisujesz. Ja i Blackford to nie różnica tysięcy dni – to wszystko, absolut, który nas łączy. 

Mi Estrella, powiedział.  

Ale dziś czuję, że może nie powinniśmy dłużej być razem. Ktoś podrzuca liściki z groźbami do mojej szkolnej szafki, wieszcząc, iż ujawni związek z wykładowcą hiszpańskiego. A tej mrocznej doby widzę dokładnie, jak później będzie wyglądało moje licealne życie. Potrafię to sobie wyobrazić.  

Ludzie emanują paradną odwagą, kiedy są w grupie. Tak rwą się do wyładowania własnych bezbarwności, frustracji, niepowodzeń i zazdrości na innych, że czuję mdłości na samą myśl, co się stanie, gdy ktoś nas wyda. Nie będę oryginalną, charakterną uczennicą ze świetnymi wynikami w nauce. Stanę się dziw..., nawet nie chce mi to przejść przez myśl, Blackforda. Szmatą, która sypia z nauczycielem. Bezprawnie oceniona. 

16:47:00 1 comments

Wspaniały, monumentalny album, przedstawiający twórczość jednego z największych holenderskich malarzy epoki renesansu - Pietera Bruegela. Niezapomniana podróż w głąb jaźni Artysty i symboliki jego dzieł. 

Trawestując klasyka, malarstwo jakie jest, każdy widzi. Czy aby na pewno? Zgodnie ze “Słownikiem terminologicznym sztuk pięknych” PWN to: „dziedzina sztuk plastycznych, której istotą jest posługiwanie się linią i barwą (niekiedy tylko plamą barwną) i którego produkt, obraz, jest zasadniczo dwuwymiarowy.” Tyle sucha definicja, jaka tak naprawdę nie odzwierciedla istoty tej dziedziny sztuki. Nieporównywalnie lepiej ujął ją John Ruskin – brytyjski poeta i krytyk sztuki, który stwierdził, że: “Malarstwo to specjalny język dla komunikowania pewnych myśli i emocji, które dręczą malarza, gdy tworzy dzieło.” Otóż to, w punkt! Tym właśnie jest malarstwo - wyrazem nie tylko geniuszu twórcy i sprawności jego ręki oraz oka, ale przede wszystkim wypadkową kłębiących się w nim namiętności. To pierwsze, a więc forma, będąca tym, co przyciąga uwagę i wzrok, odgrywa niewątpliwie wielką rolę. Peter Meyer, znany historyk sztuki trafnie wskazał, że: “Wartość artystyczna zależy od formy, a nie od tematu. Dobrze namalowana głowa kapusty jest większym dziełem sztuki niż źle namalowana Madonna.” Kunszt więc decyduje o tym, że płótno może w ogóle zainteresować. Ale ogromne znaczenie ma również wizja, którą artysta chce przedstawić odbiorcy, aby zmusić go do odgadnięcia, “co tak naprawdę miał na myśli”. Jak każdy twór ludzkiego umysłu, również obrazy podlegają odpowiedniej interpretacji. A ta nie jest wbrew pozorom taka łatwa. W płótnach zaklęta jest bardzo często niezwykle bogata symbolika; swoisty kod, który nie każdy potrafi odcyfrować. Aby tego dokonać w całej pełni, trzeba posiadać właściwe wykształcenie z dziedziny historii sztuki. Dlatego też niestety w większości wypadków wyjaśnienia tego rodzaju ekspertów są konieczne, aby w pojąć, jakie zagadki kryje dane dzieło. Doskonałym ich nośnikiem są albumy malarstwa, które opisują życie poszczególnych twórców oraz dokładnie określają z czym “je się” ich dzieła. Właśnie takie, jak recenzowana pozycja.

00:09:00 No comments

 To ten rodzaj rzewnej tęsknoty, który trwoży - bo uświadamia, jak silnie nie docenia się prozaicznej codzienności. Mroczna opowieść o świecie, gdzie ocaleli ludzie mają tylko jeden cel: przetrwać. Iść dalej – tak daleko, jak nogi poniosą. Nie zamarznąć w zupełnie nieznanej Koreańczykom, lodowej i śnieżnej krainie, dziesiątkującej wszystkich zziębniętym majestatem o wiele mocniej niż szalejący na całym świecie wirus. Znaleźć cokolwiek do jedzenia, rozpalić ognisko tak, żeby rosnące w siłę bandy rabusiów niczego nie dostrzegły. Nie dać się zbrukać oraz zabić. Przede wszystkim: nie tracić ducha, bo przecież, skoro dalej się żyje, w końcu dotrze się tam, gdzie zachodzi słońce. Choć obecnie przysłonięte ciemnością dziejów, musi znajdować się daleko na horyzoncie, prawda? A jeśli nie... dlaczego wciąż istniejesz, akurat Ty, choć tak wielu obróciło się w nicość? 

“Wielu zdecydowało się zostać. Ci, którzy uważali, że wszędzie jest tak samo. Ci, którzy nie potrafili porzucić swojej codzienności, choć wyzuta ze wszystkiego, oferowała im tylko wspomnienia. Ci, którzy woleli umrzeć w swoim domu. Jak szlachetni bohaterowie, żołnierze bez broni.” 

Mała formatem, lecz wielka duchem powieść “Gdzie zachodzi słońcem” to nasączona paletą barw straty, smutna i piękna w swej beznadziei historia o najgorszości instynktów, które wyłaniają się z ludzi w chwili skrajnego zagrożenia. O nieznajomości własnych bliskich, jacy zawsze mogą się okazać zdolni do potworności. Niezłomności, wyróżniającej tych wielkich, którzy dążą do spełnienia celów niezależnie od okoliczności. I miłości, naznaczonej trudnościami, a przy tym każdokrotnie pojawiającej się gdzieś tam za zasłoną wojny, pod kurtyną niepewności, wśród kataklizmów czy prowadzących do wymarcia całych rzeszy osób chorób. Światło w tunelu, za jakim wcale nie następuje zderzenie z piekielną machiną. Ten jeden, najważniejszy, rozświetlający rzeczywistość blask, którego wszyscy szukają. Czy znajdą - zależy tylko od stopnia wytrwałości. Przetrwają najsilniejsi, lecz nowy świat zbudować mogą jedynie ci najbardziej uparci. 

17:18:00 1 comments

RECENZJA GOŚCINNA STARSZEGO Z MŁODSZYCH BRACI – powitajcie Kajetana ponownie. 😉  

Sen pełni bardzo ważną rolę w życiu każdego człowieka. Regeneracja ciała i odpoczynek umysłu pozwalają z nową energią rozpocząć kolejny dzień życia. Śnią nam się rzeczy przeróżne - od najbardziej fantastycznych wytworów wyobraźni, aż po komentarze do wydarzeń, w których uczestniczyliśmy naprawdę. Czasami jednak śnią się nam koszmary – straszne postaci, zdarzenia, wypadki, śmierci, katastrofy. Takie traumatyczne obrazy potrafią wpłynąć na nasze postrzeganie rzeczywistości na jawie, wpływając na ogląd niektórych sytuacji. Tak też zdarzyło się w komiksie “Batman: Nocne koszmary”, autorstwa Joshuy Williamsona, Howarda Portera i Giuseppe Camuncoliego, będącego przedmiotem niniejszej recenzji. 

21:50:00 No comments

Esej podróżniczy, który można przeczytać niczym wciągającą opowieść? Voilà! 😉 Indie to kraj kontrastów. Ten oklepany zwrot oczywiście nie oddaje całej złożoności sytuacji krainy, która dosłownie tonie w przeciwieństwach. Z jednej strony to największa demokracja świata, rozciągająca się na przestrzeni blisko 3.300.000 km² i na której żyje 1,452 miliarda ludzi - nie bez powodu płaszczyznę, którą zajmuje, nazywa się subkontynentem. W samej stolicy – New Delhi żyje prawie 30 milionów mieszkańców. Z drugiej, to państwo, w jakim panuje permanentny stan wyjątkowy, ograniczający się co prawda oficjalnie tylko do stanów Dżammu i Kaszmirny, jednak tak naprawdę rozciągający się na cały kraj, zmuszony do ciągłej, podwyższonej gotowości w związku z zagrożeniem atakami terrorystycznymi ze strony islamskich radykałów. Regiony te stanowią kość niezgody z Pakistanem, który również rości sobie do nich prawa. Stoczono o nie już trzy wielkie wojny, będące pokłosiem kolonialnych rządów Europejczyków. Po ich odejściu Indie Brytyjskie uległy rozpadowi i z chaosu, po uprzednim krwawym konflikcie w 1947 roku, wychynęły dwa polityczne byty – Republika Indii oraz Islamska Republika Pakistanu, będące dla siebie nawzajem śmiertelnymi wrogami. Obecnie pozostają w całkowitym klinczu, gwarantującym stabilność sytuacji: obydwa dysponują bronią atomową, zapewniającą wzajemne zniszczenie. Jak pokazuje teraźniejszość – nie do końca. Właśnie znowu rozgorzały walki, ograniczające się do starć w przestrzeni powietrznej, choć ich strony podobno skłaniają się do zawarcia ponownego rozejmu. Czas pokaże, co będzie dalej.  

18:45:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (83)
    • ▼  cze (12)
      • Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates