Jest Ci tak bardzo zimno. Wszędzie, gdzie nie sięgniesz wzrokiem, dostrzegasz tylko rozszalałą toń. Poziom ciemnej, nieprzeniknionej, szaroburej wody, która otacza Cię z każdej strony, nieprzerwanie się podnosi. Maksymalnie skulona, siedzisz na resztce rozpadających się desek, jakie kiedyś były elementem mostu. W utrzymaniu równowagi bynajmniej nie pomaga Ci coraz silniejszy wiatr. Przerażenie i niepewność tego, czy uda Ci się przeżyć, niemalże odbierają Ci pozostałości oddechu. Za chwilę będziesz musiała walczyć o zaczerpnięcie powietrza jeszcze silniej, kiedy nieposkromiony żywioł zacznie zalewać Twoje oczy i usta. Na horyzoncie nie widać niczego; świat z kolorów wyzuty przez ściany ulewy. Trzymasz się kurczowo zbutwiałego drewna, a potem... Czy spadasz?
Nie. Tym razem budzisz się we własnym łóżku, tak samo jak każdokrotnie wcześniej, spocona po nawracającym koszmarze. W nikłej poświacie budzikowego światła, rejestrujesz rozrzuconą dookoła pościel i ścierpniętą od zaciskania na zagłówku rękę. Jesteś bezpieczna, powtarzasz sobie, to był tylko jeden z tych okrutnych snów, które pojawiają się cyklicznie i jeszcze długo po zakończeniu nie chcą wypuścić z objęć. Tylko że to nie jest prawda. Zagrożenie jest co najmniej tak blisko jak piętnaście lat wstecz, gdy zostałaś jedyną ocalałą, a nieznana i nieosądzona do dzisiaj grupa sprawców wymordowała bestialsko Twoją siedmioletnią siostrzyczkę, rodziców i biwakujące w mieszczącej się po sąsiedzku zatoce małżeństwo. Cień wydarzeń z zazwyczaj malowniczego zakątka Kilbride nieubłaganie się do Ciebie zbliża...
Mroczna twórczość Charlotte Link oczarowała mnie wiele lat temu. Wróciwszy do niej po długim czasie, stwierdzam, iż jej thrillerowo-kryminalna forma jest lepsza niż kiedykolwiek wcześniej. Mozaiką z wielu zbrodni... znowu to zrobiła. Definitywnie na powrót podbiła moje serce. Ależ to było dobre!

.png)
3.png)