Beata Ziaja - Mroczne historyje o miłowaniu i przemijaniu - recenzja
7 niezwykłych opowiadań, spośród których każde czaruje unikatową treścią, klimatem spod ciemnej gwiazdy oraz niezwykle dopracowaną warstwą językową. Oto “Mroczne historyje o miłowaniu i przemijaniu” w pigułce. Tabletce, jakiej zażycie przenosi wprost do innej rzeczywistości. Świata rodem z baśni i mrocznych podań, gdzie trubadurzy pędzą do odległego zamku na konkurs pieśni, z odmętów piekielnych atakuje zaraza, pewien czarny kot zaciemnia obraz obsesją a romantyczni bohaterowie, tuż po tym jak wyznają sobie miłość, zmuszają pisarza do kontynuowania historii, którą zawładnęli sami. Beata Ziaja stworzyła zbiór siedmiu tekstów, jakich poziom zaskakuje jakością i treścią, a przy tym uwodzi i urzeka urokiem minionych czasów. Tych, w których narracja składała się z pięknych słów oraz wartości. Choć sama Autorka porównuje je do średniowiecznych utworów, opiewających romanse rycerskie oraz wojenne przygody, jej twórczość w żadnym razie nie przypomina “Pieśni o Rolandzie” - na szczęście. Niemająca końca i skąpana w patosie śmierć tej postaci od kilkunastu lat nawiedza mnie bowiem po nocach i powoduje najgorszy rodzaj ciarek. Ziaja zaś zawiera w opowiadaniach motywy rodem z dawnych ballad, a język, jakim włada jest wiernie stylizowany, ale jednocześnie nie zapomina o tym, by nie przytłoczyć czytelnika - a rzucić na niego zaklęcie niezwykłą semantyczną biegłością. Z liczącym sobie 254 strony tomem spędziłam co prawda dwa wieczory, zamiast jednego - ale tylko dlatego, by dozować przyjemność. Co istotne, każde z siedmiu opowiadań prezentuje równie wysoki poziom. Udało mi się wyłonić spośród nich ulubieńców, choć nie było to najprostsze! A teraz pora, by zarys fabuł “Mrocznych historyj...” przedstawił Ci się moimi zwichrowanymi słowy.
“Ta mroczna piękność jest tylko wytworem mojej wyobraźni, podobnie jak wszystkie inne bohaterki i bohaterowie moich książek... Ale dla mnie Anna jest bardziej realna niż cała ta męcząca, nudna codzienność! (...) ma jakiś sekretny plan, z którym nikomu się nie zdradza... Dobrze obmyślony plan, który cierpliwie i udatnie wciela w życie... (...) uśmiechała się wtedy do siebie osobliwym, niedobrym uśmiechem, a jej zielone oczy błyszczały po kociemu.”
Cóż stałoby się, gdyby pisarz obdarzył uczuciem bohaterkę, jaką sam wykreował? Tworzony tekst stałby się bez wątpienia jego obsesją, zatracając mężczyznę wśród stronic. Każdą z kart treści można jedynie obserwować - wszak przecież litery nie zmaterializują postaci z krwi i kości. Chyba że... ma się niczym nieograniczoną wyobraźnię - albo że zaniepokojeni przyjaciele zaordynują przymusowy urlop od nanoszenia na papier kolejnych rozdziałów. Na chwilę trzeba będzie przestać podglądać piękną Annę, przebiegłą żonę króla, jaka każdy wolny moment spędza, zabawiając kochanka. Trudno jednak zapomnieć o tej zmysłowej kobiecie - Lady Makbet w średniowiecznej, intryganckiej wersji. Ona zresztą coraz częściej sama domaga się uwagi i ciągu dalszego - a niekiedy porzuceni bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem i robią wszystko, by wprowadzić Autora w obłęd...
PIĘKNA JELENA
“Ale najtrudniejsze były noce. Powtarzał się w nich ciągle ten sam koszmarny sen. (...) żagle okrętu, odpływającego do Wenecji! Na jego dziobie stał rycerz o mrocznych oczach i myślał o Jelenie.”
Co powinna czuć nadobna królewna, już niedługo prawdziwie koronowana królowa, gdy od niewoli i mąk straszliwych ratuje ją mroczny rycerz o tajemniczym usposobieniu - wenecki doża? Wdzięczność czy strach, że wkrótce i on zapragnie mieć ją dla siebie? Czarnooki jednak ledwie się przygląda kupczeniu jej ręką przez własnego zwierzchnika - w końcu tak małe, cudem ocalone państwo musi za sprawą ożenku zawiązać sojusz, by przetrwać. Ciemnowłosy wysłannik obserwuje świat wnikliwie - z piękną Jeleną na czele. Widzi biesiadę, która bynajmniej nie jest szczęśliwymi zrękowinami. Dostrzega niechęć pięknej panny, by włożyć na smukły palec obrączkę bez miłości. Zauważa nić uczucia, jaka przędzie się niczym między Tristanem a Izoldą. Czy jednak ta musi zmierzać w dwie strony, by nie zerwała się przy wtórze powiewających okrętowych żagli?
DOM NA BAGNACH
“(...) zapadała cisza, a las i bagna śniły spokojnie swe odwieczne sny, wyczekując pierwszego brzasku. (...) I nie będziesz mogła już o niczym innym myśleć, niczego innego pragnąć, jak tylko tego, żeby tu zostać na zawsze.”
Zlecenie jak każde inne - a przynajmniej tak się z pozoru wydaje. Ogłoszenie mami nietrudną pracą i godziwym wynagrodzeniem, zaś pomoc starszej pani w spakowaniu dobytku życia przed przeprowadzką nie jawi się jako coś trudnego. Młodsi krewni kobiety zapomnieli jednak wspomnieć, że jej dom mieści się na otulonych ciemnym lasem bagnach. Tych najzdradliwszych, na jakich każdy krok może się skończyć niepowrotem; gdzie w okolicznych drzewach hulają słowa klątw...
BEZ DOTYKU - miejsce 3
“Bo obie dusze nadal kryły się przed sobą w swych cielesnych skorupach, tylko czasami wysyłając jakiś błysk, jakieś przeczucie światów nieznanych i niepoznanych. (...) gdy patrzę w Twoje oczy, widzę tam błękit nieba, prześwietlony słońcem.”
Kiedy ten jeden, najmagiczniejszy moment sprawia, że nieznajomy znajomym się staje? Co przesądza o tym, że spoglądając na obcą osobę, nagle pragnie się poznać każdy z jej najskrytszych sekretów? Mieć ją we własnym życiu, niezależnie od charakteru relacji; złapać, by nigdy więcej nie puścić? Niekiedy to przeznaczenie, które i tak, dowolną ścieżką, doprowadzi dwie dusze do siebie. Bywa, że przeszkadza mu niepewność - a później kobieta i mężczyzna kaleczą się milczeniem, choć bardziej ranią słowami. Przekroczą barierę, czy zadowolą miłością przez szybę? Ekran? I co stanie się, gdy przyjdzie odkryć, iż piękna powłoka skrywa niezadowalający środek?
STUDIUM PEWNEJ ZDRADY - miejsce 4
“Coraz bardziej drażnił go jej spokój i to niezmienne zaufanie, jakim go darzyła. Wyprowadzała go z równowagi jej (...) troska (...). Coraz trudniej było mu grać opanowanego, obojętnego...”
Preludium upadku, jakiego pierwsze dźwięki wybrzmiewają w momencie, gdy w tej ukochanej i kochającej osobie zacznie denerwować Cię to, za co obdarzyłeś ją uczuciem. Irytujące małe gesty, które uwierają z każdą chwilą - niczym studium końca. Walczysz złością z troską i złem z dobrem. Nie chcesz dostrzec wcale, że szukasz tylko wymówek, by usprawiedliwić przed sobą zdradę i odejść do kochanicy. Niektóre miłości trwają jednak do grobowej deski. Inne nie kończą się nawet, gdy opadnie wieko trumny...
WZLOT I UPADEK
“O igrzyskach i ucztach, jakie tam wydawano, słyszało się różności w całym królestwie, a wielu, zwłaszcza tych starszych, kiwało przy tym głowami z potępieniem. (...) Wasz czas dobiega końca, śmierć stoi już w drzwiach i ostrzy kosę!”
Odludna podniebna warownia - Góra Aniołów. Tak bezpieczna w swej wysokości i samotna, mimo zapraszania najznamienitszych śmiałków. Nęci niedostępnością i kusi bogactwem. Złoto przelewa się podczas uczt, których członkowie nieskażeni są wyższą myślą. Królowa, król, jego bawidamek, cała świta - każdy śni tylko o hulankach i swawolach oraz pełnych bezeceństw zabawach bez końca. Jutra nie ma, żyje się dziś. Wiadomo jednak, co kroczy z wysoko uniesioną głową przed upadkiem i zasłużoną karą, gdy bezrefleksyjnie krzyczy się: carpe diem. Wielkie przyjęcie z okazji konkursu najświetniejszych trubadurów w całym królestwie spróbuje to obrazowo wyśpiewać...
BŁĘKITNY ZMIERZCH - miejsce 2
“(...) zmierzch to pora, kiedy należy znaleźć schronienie przed nocą (...). A błękitny zmierzch łudzi i mami, pęta i kusi. Było już tylu, którzy się w nim zatracili! (...) mroczniejący błękit (...) gęstniał, oplatał, zbliżał i kusił... (...) Królował tam niepodzielnie błękitny zmierzch, który niebieścił chropawe fasady kamienic.”
Oto ta niedotykalna chwila, ulotniejsza od mrugnięcia. Błękitny zmierzch; mistyczna pora, która zapada ledwie na chwilę, by zaraz zniknąć. Zdarza się, że kogoś zawiesi - uwięzi w powabie majestatu tych, którzy zatrzymają się, by ją podziwiać. W ciemności bez latarni, zagubieni w niejasnych, niesprecyzowanych pragnieniach. Mieszkają tu szkice i marmurowe rzeźby, mijają się posągowi nieznajomi, czasem tylko naznaczając swoje życia. Niektórzy szepczą księżycowi pragnienia, inni nie dościgają szczęścia, pozostałych toczą wizje i obsesje. Czy to wina błękitnej pory, czy za ucieczki w nieżycie odpowiedzialny jest... czarny kot?
Zbiór historii, który stworzyła Beata Ziaja to najlepszy tom opowiadań, jaki miałam okazję przeczytać w tym roku. Moja przywiązująca uwagę nawet do najmniejszych detali, przez co czasem czepialska, recenzencka strona nie ma mu absolutnie nic do zarzucenia. Owszem, “Mroczne historyje o miłowaniu i przemijaniu” jawią się niczym skrojone na moją miarę - tę, która tęskni za czasami, gdy dzielny rycerz walczył o rękę bogdanki, a relacje budowały się z pełnych uroku wartości. Taką, gdzie mrok istnieje obok jasności, lecz niezmiennie trwa - a rozjaśnić próbują go bohaterowie władający najpiękniejszymi z słów. Świat wzniosły - który dziś pozostaje niestety reliktem czasów minionych, lecz materializuje się niekiedy z rzeczywistości snów dzięki niewtórnym propozycjom literackim. Opowieści Pisarki mogłyby zaś czarować odbiorców, przedstawione przy ognisku do wtóru dźwięków akustycznej gitary lub wyśpiewane w zamkowej komnacie przez bardów. Każda z nich urzeka inną opowieścią, naznaczoną zresztą podprogowymi przesłaniami i zachwyca precyzją językową. “Mroczne historyje...” da się przyrównać do bajań i legend, które wyrzeka się wśród migoczących płomieni świec. Jestem nimi zafascynowana - zatem wyrażam prośbę o więcej! Ballad tego rodzaju nie powstydziliby się bracia Grimm w średniowiecznej wersji. Przestrzegają, wabią ciemnością i więżą w miejscu narracją, jaka dzięki talentowi Autorki przenosi czytelnika w inny świat. Do krainy błękitnego zmierzchu, bezpowrotnie... Z wielkim plusem: 9/10.
“Jest we mnie zawsze taki ogromny, nieustający smutek - przepaścisty jak studnia... Szary, beznadziejny... Tylko czasami mgła na chwilę opada i pojawia się jakiś promyk...”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)