„Później kolejka stanie, a ona ruszy w pogoń. I nie zatrzyma się, dopóki nie odzyska swojej córki. Choćby miała zejść na same dno piekła.”
Jeśli wyobrazicie sobie połączenie Rambo, Johna Wicka, chcącego zemścić się na największych bandziorów na tym świecie za zamordowanie ukochanego pieska oraz bohaterki filmu Pluję na Twój grób, w efekcie otrzymacie Lutę Karabinę, czyli główną postać z najnowszej książki Piotrowskiego – „Prawo matki”. Szczerze przyznam, że początkowo sądziłam, że jej postać jest tak przerysowana, że nie będę w stanie jej polubić. Już samo imię i nazwisko sprawiło, że moje brwi zawędrowały gdzieś poza linię czoła. Dodajmy do tego fakt, że panienka ta jest zawodowym żołnierzem, działającym niegdyś w siłach specjalnych, trudniła się pracą w konwojach oraz ochronie, a obecnie pracuje na platformach wiertniczych. Do tego uprawia sztuki walki w stopniu tak zaawansowanym, że każde dwa metry i sto kilogramów chłopa trzęsie przed nią portkami i klnie w sposób, który zdecydowanie zawstydziłby najbardziej zatwardziałych kryminalistów. Jest w połowie Turczynką, a jej dziadek dobrze zna mafijny świat. Jedynie ona sama nie wie, że już w krótce zostanie zmuszona do wywrócenia go do góry nogami. Tego rodzaju kreacja postaci wzbudziła we mnie sporą dozę nieufności- bo choć ciekawa, nie wydawała mi się autentyczna… jednak tylko do czasu.








