„(…) wyobrażam sobie świat kierowany przez sztuczną inteligencję. (…) kontrolującą wszystko i wszystkich. Oczywiście dla naszego dobra. Czy aby na pewno? (…) Gdzie kończy się granica między zarządzaniem dla dobra człowieka, a rządzeniem nim? Kiedy człowiek staje się niewolnikiem? (…) Czy chcemy to jeszcze dostrzec?”
Książka tak wciągająca jak odcinek serialu z mnóstwem akcji i plot twistów?
Robert Foryś w „Bramach Sodomy” udowadnia, że to możliwe, porywając czytelnika
w pełen niebezpieczeństw katastroficzny świat, przedzielony na dwie części
wysokim Murem. Pierwsza z nich – niezwykle nowoczesna, zepsuta do cna i bogata…
w pieniądze, bo już od dawna bez żadnych wartości. W drugiej – różnorodny kulturowo
Obóz, otoczony przez tarcze celownicze snajperów, z wojnami pomiędzy nacjami, zupełnie
na wzór mafijnych porachunków. Ściśnięci na niewielkim terenie w poszukiwaniu
lepszego świata obozowicze zagrażają tym za kurtyną, wciąż rosnąc w siłę i
tworząc własne enklawy. A może zupełnie przeciwnie?




.jpg)