„Jestem Twoim aniołem stróżem. Postanowiłem zabijać wszystkich, którzy
zatruwają Ci życie i nie pozwalają pracować.”
„(…) właśnie zabiłem człowieka. Kolegę ze studiów. Kogoś, kto przed laty był moim przyjacielem. Kogoś, o kim kiedyś tak właśnie myślałem.”
Nie wierzy się kłamcom – nawet jeśli mówią prawdę. Tak brzmi odnajdujące swoje odzwierciedlenie w „Śmiertelnym żarcie” przesłanie płynące z bajki Ezopa, opowiadającej historię pasterza, który kilkukrotnie wzywał na pomoc mieszkańców wioski, alarmując, że wilk atakuje jego owce. Było to fałszem – chłopiec zwyczajnie próbował zwrócić na sobą uwagę czy niefortunnie figlować. Kiedy zwierzę faktycznie napadło jego stado – nikt nie pospieszył mu z pomocą. Cóż. Można by dodać również : „Nosił wilk razy kilka… ponieśli i wilka”, bowiem za każdy zły uczynek w końcu przyjdzie zasłużona kara, o czym nader boleśnie przekonał się główny bohater najnowszej powieści Krzysztofa Jóźwika. Kryminał ten doskonale obrazuje jeszcze inną tezę: choć pieniądze dają wiele, nie wszystko można za nie kupić.
„Scott po prostu był zwyczajnym chłopakiem, który robił nadzwyczajne rzeczy.”
Jako koncertowy wyjadacz, poznałam wielu członków zespołów czy raperów
osobiście. Na bazie własnych doświadczeń, po zetknięciu się na żywo (a nawet
rozmowach czy spędzeniu imprezy!) ze znanymi osobami, które poświęciły swoje
życie muzyce, mogę stwierdzić jedno: w większości są to zupełnie zwyczajni
ludzie. Persony takie jak my – tyle tylko, że trudniące się tworzeniem czegoś
większego. Wartościowego. Dla potomnych. Słynnych piosenkarzy czy gitarzystów
wcale nie należy się bać, nie potrafiąc się wysłowić. Piszczeć na ich widok i deptać
wszystkich dookoła, byleby zrobić wspólną fotografię. Drżeć przed nimi lub
stawiać im ołtarzyków. Te na wskroś normalne osoby po prostu żyją w nieco inny
sposób, a ich udziałem są odmienne realia, które zostały doskonale
przedstawione w „Never say never” – niesamowicie ciepłej, wartościowej i
uśmiechającej historii, zapisanej na słodko-gorzkich kartach.
„Sekrety, które skrywasz sama przed sobą, zawsze są najbardziej niebezpieczne.”
W głowie mogłyby Ci rozbrzmiewać wersy, które w jednym ze swoich utworów
rapował Onar: „A słowa nie oddają tego, ile waży strata… Kocham Cię najmocniej,
zaraz wracam.” Osiemnaście lat to piękny wiek. Dopiero co go osiągnęłaś,
przekraczając magiczną barierę oddzielającą dzieciństwo od dorosłości. Ostatni
rok szkoły średniej, po nim najdłuższe wakacje w życiu i chwila zadecydowania o
swojej przyszłości: rozjazdy na studia. Zanim jednak do tego dojdzie,
postanawiasz maksymalnie wykorzystać z przyjaciółmi ten wspólny czas, który Wam
pozostał. Suto zakrapiane imprezy, często kończące się kacem mordercą, wyprawy
nad jezioro, zachwycanie się członkami boysbandów, pierwsze romanse, które być
może przerodzą się w związki na dłużej czy nawet na całe życie. Wasza zżyta ze
sobą paczka nie jest już jednak taka sama, odkąd zabrakło w niej dwóch
przyjaciółek: Tilly i Gigi. Po tragicznym wypadku staracie się jednak robić
wszystko, aby iść do przodu i spędzić ostatnie beztroskie chwile jak
najintensywniej. Czas jest jednak bezlitosnym złodziejem, który okrada nie
tylko z nich, ale i… z osób. Choć może nie tyle on, bo zawsze coś się kończy, a
coś innego zaczyna, a ktoś, kto postanawia się dopuścić bestialskiej zbrodni.
Żadna z nich nie powinna zaś pozostać bez kary. Niekiedy jednak odnalezienie sprawcy
może się okazać nie tyle niebezpieczne, co… tragicznie bolesne.
„(…) na tym świecie można wszystko, tylko potem za część z tych rzeczy idzie się siedzieć.”
Kiedy lawirowanie pomiędzy rolą dobrego i złego policjanta zacznie Cię nużyć, zawsze pozostaje jeszcze jedno rozwiązanie: stanięcie po drugiej strony litery prawa. Zamiast łapać złoczyńców, możesz się do nich przyłączyć, tańcząc skomplikowany układ choreograficzny z typami spod najciemniejszej gwiazdy. Ten jednak, zamiast widowiskowych figur, wymagać będzie uników przystających raczej do walki z cieniem, w której przeciwnik bynajmniej nie jest wyimaginowany, choć faktycznie stoi poza zasięgiem światła.
„Motyw (…) i jego pragnienie wyrównania rachunków teraz wydawały się jej zrozumiałe, mimo iż nadal łamał przy tym prawo i mordował ludzi.”
Skoncentruj się! Dlaczego, u diabła, nie możesz się na tym skupić?!
Przestań błądzić myślami, poświęć pełną uwagę tej jednej kwestii chociaż przez
pięć minut! Co niby jest w tym takiego trudnego?
Doskonale znane, prawda? Zasłyszane od nauczycieli, szefa, a niekiedy nawet i siebie samego. Powtarzane w trakcie pisania wypracowania, czytania książki czy wypełniania dokumentów. Zwyczajowo, prawie każdego dnia lub tylko w określonych sytuacjach. Co ciągle rozprasza nas na tyle, że nie możemy oddać się w pełni wykonywaniu jednej czynności w tej samej chwili?
„W takich czasach jak nasze, kiedy trudno się oprzeć wrażeniu, że świat zmierza w złym kierunku, odległa przeszłość może się wydawać szczególnie pociągająca.”
„Sprawię, że zwątpi pani we wszystko, w co wierzy, ale przysięgam, iż zrobię co w mojej mocy, aby wyszła pani z tej batalii zwycięsko. Nawet jeżeli miałoby to oznaczać moją śmierć.”
Rozsiądź się wygodnie i przeczytaj historię o historii, w której zaciera się granica pomiędzy pełnym niebezpieczeństw światem ludzi a królestwem bogów. Umiejętne przenikanie się obydwu tych krain sprawi, że już po chwili nie będziesz wiedzieć gdzie pierwsza z nich się kończy a druga zaczyna. Skądinąd słusznie… jest między nimi więcej podobieństw niż można by zakładać.
„Na przykład dla nas, samurajów, kodeks jest nierozerwalnie połączony z bushido. To właśnie droga wojownika wyznacza kodeks postępowania, za którego złamanie jest tylko jeden rodzaj zapłaty. (…) Śmierć.”
Mianowana krajem kwitnącej wiśni Japonia może budzić podziw z wielu powodów. Jednym z nich jest niepisany kodeks bushido - zbiór zasad etycznych samurajów, którego celem było uczynienie z nich doskonałych żołnierzy oraz cesarskich sług. Reguły wskazywały, że „bushi” powinien cechować się wiernością wobec państwa, męstwem, odwagą, odpowiednim wyszkoleniem wojskowym, uczciwością, prawością, powściągliwością, a przy tym mieć w pogardzie wszelkie ziemskie dobra. Uczynienie jakiejkolwiek ujmy na honorze, która to dotyczyła nie tylko samego samuraja, ale i całej jego rodziny (będąc niekiedy błahą dla pozornych przewiną) zmazać można było tylko w jeden sposób… - popełniając rytualne samobójstwo, „seppuku”. Moralny kodeks tych wyjątkowych wojowników przywiązywał wagę również do innej kwestii – wywyższonej niekiedy do rangi życiowej misji krwawej zemsty, czyli „katakiuchi”. I to właśnie o niej w dużej mierze traktuje „Śpiew stali”, z pewnością najbardziej oryginalna książka, jaką miałam okazję ostatnio przeczytać.
„Zanim tu przyszedłem, postanowiłem, że będę żył tak, jak mi się podoba.”
Szkoła średnia – piekło, w którym z godnym podziwu zapamiętaniem niszczy się wszystko, co oryginalne, niepokorne i piękne. Jeżeli nie ubierasz tego, co aktualnie nosi każdy – zostajesz wykluczony. Jeśli nie staniesz się członkiem kliki lub umiejętnie nie wtopisz się w licealne ściany – będziesz gnębiony. Otrzymywanie złych ocen sprawi, że zostaniesz uznany za idiotę. Nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, że budzące moją grozę do dziś pytanie: „co autor miał na myśli” i zabijające jakąkolwiek kreatywność pisanie pod klucz niszczy wszelką pomysłowość. Ocenią Cię bez mrugnięcia okiem, a raz przylgnięta łatka pozostanie z Tobą na wieki. Dostawanie samych bardzo dobrych poskutkuje z kolei tym, że jeśli raz powinie Ci się noga – zawiedziesz. Ale jak to, wzorowa uczennica dostała pięć minus? Co się z nią dzieje? Tak źle… i tak niedobrze. Albo jeszcze gorzej. Przez jakąkolwiek nietypowość – nie pasujesz. Choć tyle mówi się o tolerancji, krzyczy, że inny wcale nie znaczy gorszy, praktyka pokazuje, że to jedynie puste hasła. Rzekomo elitarne licea stanowią zamtuzy, w których jest to widoczne najbardziej. Przykryte pod płaszczykiem wzniosłych haseł o najlepszości szkoły morze ohydy, które jest w stanie utopić każdą choć odrobinę wyjątkową jednostkę. Oblepić ją swoim brudem, stłamsić i próbować utopić na niezliczoną ilość sposobów. A jeśli ta jakimś cudem wciąż będzie próbowała niepokornie wynurzyć się na powierzchnię, by zaczerpnąć choć mały oddech – przytrzymać jej głowę pod pełną szlamu wodą tak długo… jak będzie to potrzebne. Wydostanie się z niej martwa lub wyprana ze wszystkich barw. Coś o tym wiem. Dokładnie trzy lata byłam zmuszona spędzić w takim miejscu. Pozostanie sobą po tym codziennym horrorze uważam za jeden ze swoich największych wyczynów. Temat ten zna doskonale również John – główny bohater świetnie skrojonej powieści graficznej „unOrdinary”, na wkroś oryginalny uczeń elitarnego liceum Wellston.
„Mnie nie oszukasz. Patrzę na Ciebie i widzę, jak zżerają Cię od środka niezaspokojone apetyty. W oczach masz odbicie marzeń. Płynie w nich rwąca rzeka setek milionów dolarów, która cały czas ucieka.”
Jak mawiał mój historyk, który zaraził mnie pasją do nauczanego przez siebie przedmiotu w gimnazjum, nic tak nie podnieca ludzi jak krew, seks i pieniądze. Nieprawdą jest, że te ostatnie szczęścia nie dają, choć gdyby posiadać tylko je – życie mogłoby się okazać puste i bezsensowne. Doskonale podsumowuje to w jednym ze swoich utworów mój ulubiony Avi: „(…) za czym ja biegłem? (…) Za papierkami, co jak je wydajesz, no to słychać szelest? (…) Kusiły szybkie wózki i piękne kobiety i drogie hotele… Dopiero teraz zaczynam rozumieć, co miał na myśli Kohelet.” Pogoń za fortuną to taka niekończąca się historia. Skoro masz dużo – dlaczego nie miałbyś mieć więcej? I więcej. I jeszcze odrobinkę. Choć faktycznie głową muru nie przebijesz, uda Ci się to ze szklanym sufitem – jeżeli tylko wystarczy Ci determinacji. Pieniądze zaś są największą siłą napędową do działania. Wystarczająca ich ilość zapewni Ci bezpieczeństwo i sprawi, że będziesz mógł w końcu skupić się na innych rzeczach. Tylko czy wówczas, mając „forsy jak lodu”, będą one dla Ciebie jeszcze jakkolwiek istotne? Czy osiągnięcie bogactwa naprawdę było warte zgubienia samego siebie po drodze? Sprawdź – jeśli tylko jesteś odpowiednio odważny i pewien siły swojego charakteru. Najpierw jednak przenieś się do krainy sennych marzeń. Lub koszmarów.

.jpeg)