• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

.„Ale dlaczego? Czemu tak ich nie lubią? Przecież one nic im nie zrobiły.”

Na Twoim miejscu… ale nie jesteś na moim miejscu. Nie wiesz, co mnie ukształtowało i jaką drogę przebyłam, aby znaleźć się tu, gdzie jestem. Powinnam zrobić to i tamto, a do tego podejść zupełnie inaczej. Muszę być taka i owaka. Co ja sobie myślę, jak tak można? Zarzuty. Graniczące z pychą wtrącanie się w życie innych i karmienie własnego ego pod przykrywką udzielania dobrych rad. Jakże jesteśmy odważni, by ferować wyroki! Oceniać po dających mikroskopijne poszlaki pozorach. Tłamsić i ranić słowami, pozostając niewidocznymi za zasłonką internetowej anonimowości… I nigdy nie zastanawiamy się, jak wielkie szkody wyrządzą rzucane z łatwością, nienawistne komentarze. Zapominamy, tak lekko zapominamy, że po drugiej stronie zawsze jest przede wszystkim żywa osoba. Brzmi znajomo, prawda? Wszechobecny w Internecie hejt sprawia, że zatracamy własne człowieczeństwo, z zapartym tchem śledząc skandale i szafując niewybrednymi tekstami bez grama refleksji. W sposób najdotkliwszy z możliwych przekonała się o tym Hae-su, bohaterka „Dobrego ucha”, będącej przejmującą powieścią o samotności i niszczących życie, internetowych atakach, okraszoną odpowiednią ilością mruczącego, kociego towarzystwa – czasem bezbronnego tak samo jak ofiary pomówień i krzywd uczynionych przez postronnych. Ta krótka i doskonale skondensowana historia to smutnie piękna opowieść o skutkach hejtu, ale także rekonwalescencji po stracie i niezłomnej nadziei. Przede wszystkim udowadnia ona coś, czemu sama hołduję: wierność swoim przekonaniom jest wartością nadrzędną, a wytrwałość zawsze w końcu popłaca.

18:12:00 No comments

„(…) z każdym oddechem, słowem, decyzją, nasze teraz rozwarstwia się, co tworzy nową rzeczywistość, z alternatywnymi wydarzeniami.”

Gdzieś tam hen, bardzo, bardzo daleko – a może wcale nie, bo tak naprawdę całkiem blisko, żyje sobie inna wersja mnie, która wielbi kolor różowy, kakofonię dźwięków i jest duszą towarzystwa. Nie czyta książek – zamiast tego ogląda odmóżdżające tasiemce, a jej ulubioną rozrywką są imprezowanie i dzikie harce do rytmu znanych na pamięć kawałków disco polo. Choć w domu czeka na nią piątka dzieci, najczęściej zajmuje się nimi teściowa: wszakże jedynym celem życia jest szaleć, choć czasem zdarzają się wypadki przy pracy (patrz: początek tego zdania). W jeszcze innym świecie – lub tylko nieco odleglejszym odcieniu tego samego – jestem wyniosłą milionerką, której jedynym celem jest pomnażanie swojej niebagatelnej fortuny. Otwieram filie prowadzonych firm na całej półkuli ziemskiej, kąpię się w szampanie, jeżdżę Audi R8, a papier toaletowy zastępuję dolarami. Być może mogłabym być nieco samotna – gdybym tylko miała chwilę się nad tym zastanowić. W kolejnej jestem recenzentem książkowym i opowiadam historie o historiach, czując się spełniona w tym, co kocham najbardziej. Snuję opowieści takie jak ta – o wyjątkowej książce Magdy Adamskiej, pozwalającej na fantazjowanie i marzenie o innych światach; równoległych rzeczywistościach, które umożliwiają stanie się kimś odmiennym na krótką chwilę. „Wpół do końca czasu” jest bowiem doskonałą przygodą, okraszoną jednym z moich ulubionych motywów – równoświatów. Warto ją przeżyć i stworzyć własne, chociażby najbardziej fantastyczne, teorie… bo one być może właśnie gdzieś tam się spełniają.

 


18:52:00 No comments

„Kiedy ludzie mówią o hellenach, mają na myśli Ateny. Ale kiedy tematem jest wojna, mają na myśli Spartę.”

Spartanie znani są jako najbardziej waleczny lud starożytny. Zasłynęli niepowtarzalnie dopracowanymi umiejętnościami bojowymi, wytrwałością, brutalnością oraz restrykcyjnym wychowaniem, które przekładało się na dużą wytrzymałość w walce i ciągłą gotowość do jej podjęcia. Domem oraz ojczyzną tego walecznego ludu była oczywiście Sparta – polis, miasto-państwo, którego lokalizacja przypadała na grecką Lakonię. Przenieśmy się tam za sprawą książki „Imperium” Conna Igguldena – do 464 roku przed naszą erą, czasu tragicznego dla Spartan. To właśnie wtedy ich krainę nawiedziło potężne trzęsienie ziemi, którego magnituda jest dzisiaj szacowana na aż 7 stopni w skali Richtera. Walące się budynki przygniatają mieszkańców. Świątynie zostają doszczętnie zniszczone. Ginie około 20 tysięcy ludzi – w tym znamienita część dzielnych Spartiatów. To nie koniec nieprzewidywalnych klęsk. Siły osłabionej Sparty podkopuje jeszcze bardziej rewolta helotów. Dzięki szybkiej reakcji króla, zostaje ona jednak szybko stłumiona. Bo Sparta, nawiedzona kataklizmem czy nie, dalej jest największą potęgą militarną, co jeszcze niejednokrotnie udowodni.

 

17:22:00 No comments

Opowiadania snute w formie historii z pogranicza świata jawy i snu – w mrocznie magicznej otoczce, stawiającej wszystkie włoski na ciele i otwierającej umysł na nowe doznania: oto „Rozkład północy” w pigułce. Zawarte w nim nowelki łączy zaczarowany instytut, którego aktualny kształt determinuje właśnie… „Midnight timetable”. W nieokrzesanych pokojach budynku znajdują się fantastyczne dziwy – uśpione za dnia i budzące się do życia po zmroku. To wtedy zaczyna istnieć wszystko, co nierzeczywiste. Widziane przez niewidomych. Mające dusze stwory i przedmioty odradzają się, dzięki mrocznym baśnio-przypowieściom Bory Chung, zyskując zupełnie nowe znaczenie. Poniżej krótka recenzja każdej z nich.   

 

15:43:00 No comments

„To jest opowieść o zabójstwie. A może to nie do końca prawda. Bo przecież jest to historia miłosna, czyż nie?”

Nie porwała mnie „Pacjentka”, którą wszyscy się zachwycali. Znudziły mnie „Boginie”. Doskonale sprawdza się powiedzenie: „do trzech razy sztuka”, bowiem utrzymana w klimacie greckiej tragedii i nasączona wieloma odcieniami artyzmu „Furia” okazała się jednym z najbardziej przewrotnych i wciągających thrillerów, jakie ostatnio czytałam. Napisana w oryginalnej formie, skręcająca fabułą w kompletnie nieprzewidywalny sposób, stanowi doskonałą rozrywkę dla każdego miłośnika mrocznych lektur. Cypryjczyk Alex Michaelides swoją najnowszą powieścią doskonale wykorzystał ofiarowaną przeze mnie „ostatnią szansę”, w końcu prezentując pełnię kunsztu swoich pisarskich możliwości. Na pewnej prywatnej greckiej wyspie nic nie jest bowiem takim, jakie się wydaje… Choć nie, to nie jest kolejna historia o odosobnionej wysepce.


17:44:00 No comments

„(…) wyglądała, jakby patrzyła śmierci prosto w oczy. (…) Ale wszyscy w nie spoglądali, różnili się tylko sposobem, w jaki to robili.”

Komisarz Forst nie forsuje już inteligentnie nietuzinkowych metod rozwiązywania zagadek kryminalnych. Zamiast tego, z godnym podziwu zapamiętaniem, oddaje się alkoholizowaniu i wtłaczaniu w swoje coraz bardziej wątłe żyły substancji psychoaktywnych. Nie żongluje całym wachlarzem tropów, a łączy ze sobą każdy możliwy rodzaj narkotyków i „tabletek szczęścia”, próbując uczynić obecną rzeczywistość jakkolwiek znośną. Dawniej zasłużony śledczy, dziś  zaledwie cień człowieka. Odpychająca kreatura, w której w dalszym ciągu gdzieś tam w środku, głęboko uśpiony, tkwi czujny, policyjny nos. Czy jednak, zatkany zanieczyszczoną kokainą, będzie w stanie wyczuć trop mordercy, który postanowił się ujawnić w zapomnianej przez Boga górskiej krainie, będącej aktualnym miejscem stacjonowania Wiktora? Jak w swoim najnowszym kryminale „Berdo” udowadnia Remigiusz Mróz (i to tuż po sprzedaniu 10 milionów egzemplarzy powieści!), nie istnieje lepsze miejsce na popełnienie zabójstwa od okolonych feerią barw, dziewiczych, górskich ścieżek, na które szczyty rzucają bardzo długie cienie… zupełnie jak grzechy z dawnych lat na aktualną, pełną cierpienia rzeczywistość. Pasma górskie mają to jednak do siebie, że trudno się na nie wspiąć i je zdobyć, za to zdecydowanie zbyt łatwo runąć z nich w przepaść… i przepaść na zawsze.

16:23:00 No comments

„(…) zawsze szukamy ciekawej historii.”

Kolacja w towarzystwie Charlesa Dickensa może zakończyć się na wiele sposobów – któż jednak podejrzewałby, że ucztujący wraz z zaciekawionymi czytelnikami dostąpią zaszczytu próby rozwikłania zagadki kryminalnej wespół z tą barwną personą? Nawet Ebenezer by się uśmiechnął! Choć może nieco krzywo…

„(…) możesz dostrzegać powiązania i intrygi tam, gdzie żadnych w rzeczywistości nie ma.”

Panie już dawno pozbyły się bonetów, służba odebrała od Ciebie płaszcz i nieodłączny kapelusz, w kominku buzuje dopiero co rozpalony ogień – można zasiadać do odświętnie przystrojonego stołu, oświetlonego przez rozstawione tu i ówdzie świece. Wykwintna uczta u rodziny szefa gazety, dla której tworzysz coraz to bardziej fantazyjne artykuły, jest dużym wyróżnieniem – szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że czujesz się coraz częściej jak jego przyjaciel, nie zaś podwładny. A na dodatek… jego piękna córka wykazuje Tobą coraz większe zainteresowanie. Nie zamierzasz jednak wychodzić ze śmiałą propozycją ożenku, zanim nie będziesz w stanie zapewnić tej młodej damie życia na odpowiednio godnym poziomie – pamiętając biedę, którą „klepałeś” podczas chudych lat z własną rodziną, na skutek nieodpowiedzialnych decyzji ojca. Elegancką zastawę po serwowanej chwilę temu mistrzowskiej wołowinie na zimno, dawno zebrali już służący. Rozmowy toczą się w najlepsze, tu i ówdzie rzucone zostają ukradkowe spojrzenia… Świętowanie dnia Objawienia Pańskiego nagle przerywa krzyk. Na szczęście nie dobywa się on z gardła niewiasty, którą masz nadzieję w bliskiej przyszłości uszczęśliwić zaręczynami – można przetrzeć czoło z potu chusteczką z monogramem. Ktoś jednak wydaje się nieludzko cierpieć, na co Twój szósty zmysł młodego dziennikarza absolutnie nie może pozwolić, nie ustaliwszy co takiego się dzieje. Hałasy prowadzą Was przez ogród prosto do sąsiedniej posesji, w której na podłodze leży młoda niewiasta. Kilka innych kobiet, rozstawionych w strategicznych miejscach bawialni, przygląda się jej z coraz większą trwogą. Kim są te wszystkie szacowne damy i co, na Scrooge’a, się tu wyprawia?

 

16:34:00 No comments

„Dla nich nie było już nadziei, jedyną ich misją było zadbanie o rodzinę i przetrwanie kolejnego dnia.”

 Zdaniem Krasickiego można uczyć bawiąc i bawiąc uczyć – z kolei Marcin Szymański, były żołnierz, którego służba trwała dwie i pół dekady, w swojej książce „Afghan narcos” udowadnia, że da się sprezentować czytelnikowi mnóstwo wiedzy, dodając do tego odpowiednią dawkę rozrywki. Oficer na stanowisku szefa sztabu Wojsk Specjalnych, uczestniczący w misjach w Afganistanie z pewnością wie, jak przedstawić niebezpieczne realia azjatyckich krain rządzonych przez Talibów w otoczeniu właściwej dawki faktów historycznych, geograficznych oraz ekonomicznych i jaką ilością literackiej fikcji wypada ją okrasić. Czy jest to jednak przepis na udaną lekturę?

 

16:19:00 No comments

„Panuje całkowita cisza. Wiem, że przykułem uwagę (…). Właśnie po to tu jestem.”

Motyw szaleństwa w literaturze i sztuce – tak brzmiał tytuł mojej pracy maturalnej na ustny egzamin z języka polskiego (którą napisałam na kwadrans przed terminem). Gdybym miała okazję podejść do niego raz jeszcze, zaszczytny numer jeden w (skądinąd zwichrowanej w moim wykonaniu) bibliografii zajęłaby najnowsza książka Maxa Czornyja – „Wszyscy jesteśmy mordercami”. Tragiczna eskalacja studium szaleństwa, degrengolada… majstersztyk. Obrazująca najczarniejszy odcień efektu skrzydeł motyla powieść prowadząca przez najmroczniejsze meandry ludzkiej psychiki, będąca wstrząsającą (choć bez krzty epatowania ohydą!) próbą rozwikłania najtrudniejszych dylematów moralnych. Thriller nieodkładalny przed poznaniem zakończenia – po poznaniu którego odczujesz całą kawalkadę emocji. Jak po przesłuchaniu płyty Nicka Cave’a… wzniośle brudna, artystycznie wyżęta, przedśmiertnie uśmiechnięta. Szczęśliwa zmęczeniem, poetycko umartwiona – bez patosu dotknięta la petite mort zbrodni.

15:04:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (79)
    • ▼  cze (8)
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates