• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

„Muszę coś napisać. Potrzebuję porządnego morderstwa.”

Anna Wyszkoni w jednym ze swoich utworów śpiewała: „Sprawny umysł mam, jednak martwe ciało – wszystko słyszę i czuję, po prostu wegetuję.” Słowa te idealnie oddają sytuację, w której znajduje się obecnie Anna Ogilvy, bohaterka (póki co) najlepszego przeczytanego przeze mnie w tym roku thrillera psychologicznego, będącego nietuzinkowym i perfekcyjnie skrojonym debiutem angielskiego pisarza Matthew Blake’a. Tytułowa Anna O. od dokładnie czterech lat nie otworzyła oczu, pozostając w stanie głębokiej śpiączki, nazywanej w niektórych kręgach syndromem rezygnacji. Dotknięty nim człowiek, próbując uciec od tragicznej i pozbawionej nadziei rzeczywistości, tkwi w stanie hibernacji o nieokreślonej długości czasowej. Niekiedy nie budzi się już nigdy, pozostając martwym za życia. W innych przypadkach zmasowane bodźce zewnętrzne pozwalają mu na ponowne otwarcie powiek. Anna utknęła w nieznanej przestrzeni martwego snu po zamordowaniu w bestialski sposób dwójki swoich najbliższych przyjaciół. Czy jednak aby na pewno? Może to wszystko nieprawda? Czy ktokolwiek jest w stanie przywrócić ją rodzinie, przerywając tak głębokie wycofanie? Jako że każda Śpiąca Królewna, jak młodą kobietę nazywają media, potrzebuje swojego księcia – przekona się o tym doktor Benedict Prince, współpracownik sądowy, specjalizujący się w psychologii snu; a konkretniej w zbrodniach popełnianych w trakcie jego w trwania. Śpiąca snem umarłych, czy nie – niepodważalne fakty wydają się wskazywać na to, że jest winna śmierci dwóch osób. Inną kwestią pozostaje jednak czy pozostawała świadoma w chwili popełnienia zabójstwa. Któż jednak mógłby rozstrzygnąć ten dylemat lepiej od uznanego w dziedzinie snu fachowca? Być może pewnego dnia zrobi to sama śniąca…

 

18:30:00 No comments

„Pochylałyśmy się nad zdjęciami i wtedy zaczynała się historia. Nasza historia. Mama potrafiła pięknie opowiadać, przez co fotografie, które przechodziły przez nasze ręce, ożywały, nabierały odpowiednich faktur, kształtów, a nawet zapachów.”

Jakże pięknie mylący bywa czasem tytuł książki – sugerujący romans z motywem sportowym, a tak naprawdę skrywający za sobą pełną wartości opowieść obyczajową o istotności wytrwałości, sile w dążeniu do spełniania własnych marzeń oraz tym, że choć czasem przeznaczenie chadza krętymi ścieżkami, zawsze w końcu nas dosięgnie. (W zupełnym nawiasie, ta powieść jest idealnym prezentem na obchodzony dzisiaj Dzień Matki!♥) „Miłość i rękawice bokserskie” urzekają językową zwinnością i doskonale odmalowanym tłem Polski z czasów PRL-u. Szarych, choć tak bardzo barwnych, jeśli ktoś wyjątkowy będzie dzielił je z Tobą. Smutnych, chociaż wartych zapamiętania, jeżeli znajdziesz w nich tę jedną, jedyną osobę. Odmiennych od obecnych, jednak równie magicznych – bo niezależnie od fragmentu naszej historii, zawsze możesz być kimś przez duże K. Twórczość Ewy Pruchnik czaruje wzruszeniami, budzi podziw niezłomnością bohaterów i okazuje się lekturą, o której powinno być zdecydowanie głośniej. Przynajmniej tak jak podczas meczu bokserskiego, w trakcie którego ścierają się ze sobą siły dwóch najpopularniejszych w kraju przeciwników.


18:30:00 No comments

„(…) opisuje w niej świat, którego już nie ma. To książka o tęsknocie, ale i o stracie. Takiej, jakiej nikt ani nic nie zrekompensuje.”

Theatrum mortis… Bynajmniej nie pospiesznie zainscenizowane przedstawienie pośmiertne dla określonej grupy widzów. Naznaczone przenośniami, ukazujące pejoratywną wizję odejścia z tego świata, cechujące się pewną dozą mistycyzmu. Pierwsza ofiara. Równo po miesiącu – druga. Czy w objęcia kostuchy podąży za nią kolejna? Ich ciała wykonujące ostatni teatr, przybierające wybrane przez mordercę-sztukmistrza pozy, skażone – lub może uwznioślone – pozostawionymi przez niego przesłaniami dla potomnych. A potem wcale nie głuchy telefon psychopaty, który chce przekazać wszystkim pozostałym przy życiu określoną wiadomość; ostrzeżenie lub własną wizję tego, jak powinien wyglądać świat. Czy jednak zabójca w jakiejkolwiek sytuacji ma prawo dyktować warunki? Choć „Lista Lucyfera” jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Autora, po znalezieniu się na niej – a właściwie po jej lekturze – mogę stwierdzić, że Krzysztof Bochus zdecydowanie potrafi napisać w pełni absorbujący, wabiący mrokiem i mrożący uczuciem strachu, pełnokrwisty kryminał.

19:09:00 No comments

.„Ale dlaczego? Czemu tak ich nie lubią? Przecież one nic im nie zrobiły.”

Na Twoim miejscu… ale nie jesteś na moim miejscu. Nie wiesz, co mnie ukształtowało i jaką drogę przebyłam, aby znaleźć się tu, gdzie jestem. Powinnam zrobić to i tamto, a do tego podejść zupełnie inaczej. Muszę być taka i owaka. Co ja sobie myślę, jak tak można? Zarzuty. Graniczące z pychą wtrącanie się w życie innych i karmienie własnego ego pod przykrywką udzielania dobrych rad. Jakże jesteśmy odważni, by ferować wyroki! Oceniać po dających mikroskopijne poszlaki pozorach. Tłamsić i ranić słowami, pozostając niewidocznymi za zasłonką internetowej anonimowości… I nigdy nie zastanawiamy się, jak wielkie szkody wyrządzą rzucane z łatwością, nienawistne komentarze. Zapominamy, tak lekko zapominamy, że po drugiej stronie zawsze jest przede wszystkim żywa osoba. Brzmi znajomo, prawda? Wszechobecny w Internecie hejt sprawia, że zatracamy własne człowieczeństwo, z zapartym tchem śledząc skandale i szafując niewybrednymi tekstami bez grama refleksji. W sposób najdotkliwszy z możliwych przekonała się o tym Hae-su, bohaterka „Dobrego ucha”, będącej przejmującą powieścią o samotności i niszczących życie, internetowych atakach, okraszoną odpowiednią ilością mruczącego, kociego towarzystwa – czasem bezbronnego tak samo jak ofiary pomówień i krzywd uczynionych przez postronnych. Ta krótka i doskonale skondensowana historia to smutnie piękna opowieść o skutkach hejtu, ale także rekonwalescencji po stracie i niezłomnej nadziei. Przede wszystkim udowadnia ona coś, czemu sama hołduję: wierność swoim przekonaniom jest wartością nadrzędną, a wytrwałość zawsze w końcu popłaca.

18:12:00 No comments

„(…) z każdym oddechem, słowem, decyzją, nasze teraz rozwarstwia się, co tworzy nową rzeczywistość, z alternatywnymi wydarzeniami.”

Gdzieś tam hen, bardzo, bardzo daleko – a może wcale nie, bo tak naprawdę całkiem blisko, żyje sobie inna wersja mnie, która wielbi kolor różowy, kakofonię dźwięków i jest duszą towarzystwa. Nie czyta książek – zamiast tego ogląda odmóżdżające tasiemce, a jej ulubioną rozrywką są imprezowanie i dzikie harce do rytmu znanych na pamięć kawałków disco polo. Choć w domu czeka na nią piątka dzieci, najczęściej zajmuje się nimi teściowa: wszakże jedynym celem życia jest szaleć, choć czasem zdarzają się wypadki przy pracy (patrz: początek tego zdania). W jeszcze innym świecie – lub tylko nieco odleglejszym odcieniu tego samego – jestem wyniosłą milionerką, której jedynym celem jest pomnażanie swojej niebagatelnej fortuny. Otwieram filie prowadzonych firm na całej półkuli ziemskiej, kąpię się w szampanie, jeżdżę Audi R8, a papier toaletowy zastępuję dolarami. Być może mogłabym być nieco samotna – gdybym tylko miała chwilę się nad tym zastanowić. W kolejnej jestem recenzentem książkowym i opowiadam historie o historiach, czując się spełniona w tym, co kocham najbardziej. Snuję opowieści takie jak ta – o wyjątkowej książce Magdy Adamskiej, pozwalającej na fantazjowanie i marzenie o innych światach; równoległych rzeczywistościach, które umożliwiają stanie się kimś odmiennym na krótką chwilę. „Wpół do końca czasu” jest bowiem doskonałą przygodą, okraszoną jednym z moich ulubionych motywów – równoświatów. Warto ją przeżyć i stworzyć własne, chociażby najbardziej fantastyczne, teorie… bo one być może właśnie gdzieś tam się spełniają.

 


18:52:00 No comments

„Kiedy ludzie mówią o hellenach, mają na myśli Ateny. Ale kiedy tematem jest wojna, mają na myśli Spartę.”

Spartanie znani są jako najbardziej waleczny lud starożytny. Zasłynęli niepowtarzalnie dopracowanymi umiejętnościami bojowymi, wytrwałością, brutalnością oraz restrykcyjnym wychowaniem, które przekładało się na dużą wytrzymałość w walce i ciągłą gotowość do jej podjęcia. Domem oraz ojczyzną tego walecznego ludu była oczywiście Sparta – polis, miasto-państwo, którego lokalizacja przypadała na grecką Lakonię. Przenieśmy się tam za sprawą książki „Imperium” Conna Igguldena – do 464 roku przed naszą erą, czasu tragicznego dla Spartan. To właśnie wtedy ich krainę nawiedziło potężne trzęsienie ziemi, którego magnituda jest dzisiaj szacowana na aż 7 stopni w skali Richtera. Walące się budynki przygniatają mieszkańców. Świątynie zostają doszczętnie zniszczone. Ginie około 20 tysięcy ludzi – w tym znamienita część dzielnych Spartiatów. To nie koniec nieprzewidywalnych klęsk. Siły osłabionej Sparty podkopuje jeszcze bardziej rewolta helotów. Dzięki szybkiej reakcji króla, zostaje ona jednak szybko stłumiona. Bo Sparta, nawiedzona kataklizmem czy nie, dalej jest największą potęgą militarną, co jeszcze niejednokrotnie udowodni.

 

17:22:00 No comments

Opowiadania snute w formie historii z pogranicza świata jawy i snu – w mrocznie magicznej otoczce, stawiającej wszystkie włoski na ciele i otwierającej umysł na nowe doznania: oto „Rozkład północy” w pigułce. Zawarte w nim nowelki łączy zaczarowany instytut, którego aktualny kształt determinuje właśnie… „Midnight timetable”. W nieokrzesanych pokojach budynku znajdują się fantastyczne dziwy – uśpione za dnia i budzące się do życia po zmroku. To wtedy zaczyna istnieć wszystko, co nierzeczywiste. Widziane przez niewidomych. Mające dusze stwory i przedmioty odradzają się, dzięki mrocznym baśnio-przypowieściom Bory Chung, zyskując zupełnie nowe znaczenie. Poniżej krótka recenzja każdej z nich.   

 

15:43:00 No comments

„To jest opowieść o zabójstwie. A może to nie do końca prawda. Bo przecież jest to historia miłosna, czyż nie?”

Nie porwała mnie „Pacjentka”, którą wszyscy się zachwycali. Znudziły mnie „Boginie”. Doskonale sprawdza się powiedzenie: „do trzech razy sztuka”, bowiem utrzymana w klimacie greckiej tragedii i nasączona wieloma odcieniami artyzmu „Furia” okazała się jednym z najbardziej przewrotnych i wciągających thrillerów, jakie ostatnio czytałam. Napisana w oryginalnej formie, skręcająca fabułą w kompletnie nieprzewidywalny sposób, stanowi doskonałą rozrywkę dla każdego miłośnika mrocznych lektur. Cypryjczyk Alex Michaelides swoją najnowszą powieścią doskonale wykorzystał ofiarowaną przeze mnie „ostatnią szansę”, w końcu prezentując pełnię kunsztu swoich pisarskich możliwości. Na pewnej prywatnej greckiej wyspie nic nie jest bowiem takim, jakie się wydaje… Choć nie, to nie jest kolejna historia o odosobnionej wysepce.


17:44:00 No comments

„(…) wyglądała, jakby patrzyła śmierci prosto w oczy. (…) Ale wszyscy w nie spoglądali, różnili się tylko sposobem, w jaki to robili.”

Komisarz Forst nie forsuje już inteligentnie nietuzinkowych metod rozwiązywania zagadek kryminalnych. Zamiast tego, z godnym podziwu zapamiętaniem, oddaje się alkoholizowaniu i wtłaczaniu w swoje coraz bardziej wątłe żyły substancji psychoaktywnych. Nie żongluje całym wachlarzem tropów, a łączy ze sobą każdy możliwy rodzaj narkotyków i „tabletek szczęścia”, próbując uczynić obecną rzeczywistość jakkolwiek znośną. Dawniej zasłużony śledczy, dziś  zaledwie cień człowieka. Odpychająca kreatura, w której w dalszym ciągu gdzieś tam w środku, głęboko uśpiony, tkwi czujny, policyjny nos. Czy jednak, zatkany zanieczyszczoną kokainą, będzie w stanie wyczuć trop mordercy, który postanowił się ujawnić w zapomnianej przez Boga górskiej krainie, będącej aktualnym miejscem stacjonowania Wiktora? Jak w swoim najnowszym kryminale „Berdo” udowadnia Remigiusz Mróz (i to tuż po sprzedaniu 10 milionów egzemplarzy powieści!), nie istnieje lepsze miejsce na popełnienie zabójstwa od okolonych feerią barw, dziewiczych, górskich ścieżek, na które szczyty rzucają bardzo długie cienie… zupełnie jak grzechy z dawnych lat na aktualną, pełną cierpienia rzeczywistość. Pasma górskie mają to jednak do siebie, że trudno się na nie wspiąć i je zdobyć, za to zdecydowanie zbyt łatwo runąć z nich w przepaść… i przepaść na zawsze.

16:23:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (79)
    • ▼  cze (8)
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates