• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

„Ponieważ zawsze chodziło tylko o Lacey. W tej sprawie nigdy nie chodziło o Garnetta. A wyłącznie o Lacey – matkę roku.”

Jak szybko, choć na wskroś bezczelnie, stać się gwiazdą Internetu? Co dość dosadnie pokazały najróżniejsze nieczyste praktyki, sposób na sławę jest stosunkowo prosty: wystarczy wzbudzić współczucie. Obnażyć przed publiką najbardziej osobiste momenty swojego życia, upubliczniając przed obcymi co tylko się da. Wizyta w szpitalu z dzieckiem? Serduszka i jeszcze więcej serduszek. Do tego te wszystkie słowa wsparcia, ileż to zainteresowania udało Ci się wzbudzić! Zdiagnozowanie śmiertelnej choroby? Codzienne stories z oczekiwaniami na wyniki i granie na emocjach postronnych, którzy kiedyś tam, choć już dawno o tym zapomnieli, przyszli do Ciebie dla zgoła innego contentu. Nieważne. Chwyciło? No pewnie. Lecimy więc dalej! Wszakże ludzie uwielbiają zaglądać za kurtynę. A już kiedy mogą pochełpić się czyimś nieszczęściem, są w pełni ukontentowani; przecież mają nieco lepiej. Noworodek znowu pod respiratorem? Pomysł na jeszcze lepszą akcję. Zapłakana dodajesz Instastories ze szpitala i wstawiasz milion drastycznych zdjęć. Dla podkręcenia efektu wyłączasz możliwość komentowania – a niech się domyślają! Niech się martwią, modlą, skupiają na Was swoją energię, którą czerpiesz zupełnie na wzór wampira energetycznego. To się klika i przynosi zysk, więc jest dobre. A poza tym, przecież każda dbająca przede wszystkim o dobro swojego będącego na oddziale dziecka matka przez całe dnie siedzi w Internecie, nie odrywając nosa od telefonu i raportując swoim wytresowanym „fanom” jak bardzo jest źle. To jest jej najważniejsze zmartwienie? Naprawdę?

19:24:00 1 comments

„Fantazjowanie o zabiciu to jedno – a rzeczywistość, coś zupełnie innego.”

Chętnie obdarłabym Cię ze skóry – takie myśli krążą mi czasem po głowie, kiedy przypominam sobie wszystko, co straciłam przez Twoją rodzinę. Używając zawsze idealnie wyczyszczonej, perfekcyjnie ostrej brzytwy, będącej jedyną pamiątką po moim ojcu, oddzielałabym kolejne fragmenty tkanek od kości, odsłaniając Twoją wewnętrzną szpetotę. Jedno pociągnięcie narzędziem, drugie, trzecie. Bynajmniej nie nerwowe ruchy… wszakże każdy z nich wizualizowałam sobie niewyobrażalną ilość razy. Klinga porusza się za sprawą moich wyćwiczonych nadgarstków niczym pędzel w dłoni mistrza malarstwa. Na jego podobieństwo, właśnie tworzę własne płótno – nasączone wszystkimi odcieniami szkarłatu. Krew, piękna czerwona krew, której artystyczne maziaje mogłyby być najlepszą w życiu zagwozdką dla każdego technika kryminalistyki. Niepowtarzalnym dziełem, kryjącym w sobie sekret mojego artyzmu. Nie będzie mu jednak dane go podziwiać – kiedy tylko skończę swoje największe, najwznioślejsze i najbardziej wyczekiwane malowidło, które postanowiłam zatytułować „Oblicza zemsty”, usunę wszelkie ślady swojej działalności. Kolejny raz oczyszczę brzytwę, chowając ją blisko serca – wszakże jest mi najdroższa. Pozbędę się resztek zwłok tak skutecznie, że nikt nigdy nie trafi na mój ślad. Arcyinteligentna seryjna morderczyni nie pozostawia po sobie żadnych wskazówek, choć… trochę szkoda, że jej zbrodnie przypisywane są anonimowemu „brzytwiarzowi”. Ten medialny przydomek nijak nie oddaje całości kunsztu moich działań. Jeśli zmieniłabym wciąż brzmiący w słuchawkach stary, dobry polski rock na inny rodzaj muzyki, mogłabym rapować za Kartky’m: „ja jestem artystą, a nie pociechą dla plebsu / nie przetrwałbyś doby, gdybyś był na moim miejscu”. Dwa wersy i tak wiele prawdy o całej mnie… Wykwintnej zabójczyni. Profesjonalnej eskortki. Psychopatki, której nadrzędnym celem jest zemsta. Na razie jedynie snuję o niej niezliczone fantazje, ale już niedługo… niedługo wszystko się dopełni, obiecuję.

15:36:00 No comments

„Szukaj szczeliny, mawiał wtedy do siebie. Szukaj. Drobnego pęknięcia, kruchej spoiny między cegłami lub choćby mikroskopijnego kamyka wystającego z muru. Czegoś, na czym można zahaczyć dalsze działanie. Coś takiego zawsze istnieje.”

Podczas gdy lwia część polskich autorów kryminałów nie przepada za brnięciem pod prąd, a raczej kieruje się zgodnie z kierunkiem aktualnych trendów, Maciej Siembieda pozostaje wierny swoim przekonaniom, proponując swoim czytelnikom kolejną niesztampową propozycję kryminalną. Próżno w niej szukać wiecznie nietrzeźwych funkcjonariuszy policji, przesadnie krwawych zbrodni oraz morza przekleństw, często aż wylewających się ze współczesnej literatury. „444” jest zaś finezyjnie wykonanym ukłonem w kierunku miłośników zawile inteligentnych, mrocznych zagadek z klasą. Zbrodnie łączą się w niej ze sztuką, historią i szeregiem tajemnic, tworząc niepowtarzalną układankę, której finalny kształt okazuje się zaskakujący. Trudno o innowacyjność, wśród tak wielu powieści „spod ciemnej gwiazdy” – a jednak Siembiedzie po raz kolejny udało się ją osiągnąć, gwarantując przy okazji porywającą rozrywkę i kuszącą rozgrywkę umysłową. Dlaczego „444” jest tak dobre? 

 

15:02:00 No comments

„Dla niego to były przypadki – dla niej wspomnienia. Nie potrzebowała wyliczania, żeby pamiętać.”

Świat fantasy jest drugim obok mrocznego thrillerowego, do którego przenoszę się najchętniej za sprawą książek. Dotychczas nie miałam jednak okazji literacko teleportować się do takiego wykreowanego przez pisarkę norweskiego pochodzenia. Zmienił to dopiero napisany przez Siri Pettersen cykl „Vardari” (w dosłownym tłumaczeniu: Wieczni), przedstawiany jako nordyckie misterium - pełne krwi, pożądania i tajemnic. Dokładnie w dniu premiery chciałabym opowiedzieć Ci historię o historii zawartej w tomie drugim, noszącym tajemniczą nazwę „Srebrne gardło”. Czy fantastce z dalekiej, zimnej i śnieżnej krainy udało się mnie porwać w stworzoną przez siebie, zaczarowaną rzeczywistość?

 

17:01:00 No comments

„Nie wiesz, że ta noc zmieni Twoje życie na zawsze. Nie wiesz, że to, co uznałeś za sekwencję zdarzeń, będzie ledwie pierwszą sceną długiego dramatu, napisanego przez los.”

 Tym razem nie będzie charakterystycznej dla mnie recenzji, której bohaterem uczynię Ciebie, drogi Czytelniku. Wszystko ze stosunkowo prozaicznego powodu: w skrywającej się za niezwykle estetyczną okładką fabule „Mostu nad wzburzoną” wodą dzieje się tak wiele, że… zupełnie nie potrafię zdecydować, którą z osi wydarzeń powinnam najdokładniej zobrazować, mianując ją nadrzędną i w jaką z postaci spróbować Cię wcielić. Forma eksperymentalna; coś innego, co – w połączeniu z nietuzinkowym, wyjątkowo podobającym mi się zdjęciem – przy odrobinie szczęścia przypadnie do gustu również Autorowi, który już po wymianie kilku wiadomości dał się poznać jako osoba mająca do siebie ogromny dystans oraz przystające do mojego poczucie humoru… pomimo tego, że nie będzie to pełna lukru recenzja. Jak pewnie już wiesz, takich u mnie nie uświadczysz. Jako kilkulatka usłyszałam w jednej z kreskówek zdanie, któremu hołduję do dziś: „bądź wierna swoim przekonaniom” i taka niezmiennie pozostaję, zupełnie nie zważając na to, że kilka wydawnictw obraziło się na mnie za negatywną recenzję, a paru czołowych polskich pisarzy poczęstowało mnie blokadą za (nawet odrobinę) konstruktywnej krytyki. Cóż – była smaczna, choć niesmaczną jest z zasady. 😉 Przejdźmy jednak do naszego najważniejszego bohatera dzisiejszej, nieco innej, historii o historii – Marcela Woźniaka i jego najnowszej powieści.

16:09:00 No comments

„Wiele osób żyje w ukryciu i nie może być sobą, bo inni oczekują czegoś innego.”

Dwaj lekarze, na co dzień zajmujący się koordynowaniem pracy w szpitalu, ratowaniem życia ludziom i usprawnianiem ich egzystencji oraz próba odnalezienia się w życiowej zawierusze… Być może brzmiałoby to całkiem tendencyjnie, gdyby nie to, że Mariusz i Artur pozostają w związku; w wielu kręgach wciąż nieakceptowani, żeby nie powiedzieć: wyklęci. „Reanimacja”, będąca kontynuacją „Narkozy”, Rafała Artymicza to powieść obyczajowa z wątkami medycznymi oraz thrillerowymi, opowiadająca jednak przede wszystkim historię burzliwej relacji miłosnej, w której nie brak emocji, wzruszeń i poruszeń. Czy jednak namalowany przez Autora za urzekającą okładką świat okazał się wystarczająco porywający,  by rozkochać w sobie tak wymagającego książkowego „dłubacza” jak ja? Sprawdź. Już teraz jednak zdradzę Ci, że jeśli przepadasz za dość dobrze skrojonymi obyczajówkami z bohaterami LGBT, możesz dodać „Reanimację” do koszyka lub na wirtualną półkę Legimi. Myślę, że to propozycja idealnie pasująca do obchodzonego obecnie w niektórych kręgach #pridemonth 😉

17:34:00 No comments

„Wyruszyłem kiedyś w podróż, żeby zabić człowieka.”

Ostra jazda bez trzymanki – tak można by, w dość kolokwialny, choć całkowicie adekwatny sposób, określić najnowszą powieść Terry’ego Hayesa o intrygującym tytule „Rok szarańczy”. Po sukcesie „Pielgrzyma” (którego polecam), Autor kazał dość długo czekać swoim fanom na kontynuację historii; od publikacji pierwszego tomu minęło bowiem przeszło dziesięć lat. Czy warto było przez dekadę wypatrywać „The Year of the Locust”? Tego, jak zawsze, dowiesz się z subiektywnej części mojej recenzji. Już na samym początku snutej opowieści, mogę Ci jednak zdradzić, że za tą przykuwającą uwagę okładką, kryje się niezliczona ilość dynamicznej akcji oraz mieszanka gatunkowa, przypominająca mix językowy w wieży Babel. Powieść szpiegowska z czasem ewoluuje w katastroficzne post-apo, by w ostatniej części (których to łącznie otrzymujemy cztery) przekształcić się w… dystopię sci-fi, nasączoną w dodatku sowitą dawką political-fiction. Czy dzieje się dużo? Nawet więcej. Czy jednak dzieje się dobrze?

19:37:00 No comments

„Jeśli maniak ma mordować na kartach powieści, a nie naprawdę, to ja życzę sobie samych takich w mojej okolicy.”

Co może być większą gratką dla fana mrocznych powieści od stania się głównym bohaterem jednej z nich? Przekona się o tym Agata, uwięziona w odosobnionej, górskiej chatce, otoczonej morzem śniegu, z poczytnym pisarzem krwawych kryminałów. Czy tajemniczy, żyjący w swej samotni, autor ma jedynie bogatą wyobraźnię, czy też materiały do swoich bestsellerowych książek czerpie z prawdziwych wydarzeń? A może, nie daj Boże, inspiruje się popełnionymi zbrodniami? Pora na kolację z literackim lub rzeczywistym mordercą, w czasie której odbędzie się wykwintna uczta słów, pełna zgrabnych, wyrazowych gierek, okraszona odpowiednią dozą dobrego humoru. Co jest fikcją, a co prawdą? Odpowiedź przyniesie „Wilcza chata” -  niejako przypominająca thrillerowy poradnik dla pisarza lektur spod ciemnej gwiazdy, nasączona znamionami wykwitnie podanej powieści szkatułkowej.

15:52:00 No comments

„Pewnie się tego jeszcze nie domyślasz, ale jedyny świat, który do tej pory znałam, właśnie legł w gruzach…”

W magicznych historiach o budzącej podziw dynamice akcji bardzo często ważną rolę odgrywają zaczarowane postacie poboczne. Drugoplanowi bohaterowie, którzy uśmiechają i – choć niekiedy stanowią akcent humorystyczny – są w fabule niezwykle istotni; wszakże bez nich ta nie byłaby tak samo urocza. Nie inaczej jest w przypadku pierwszego tomu trylogii fantasy, noszącego intrygujący tytuł „Rytuał krwi”. Choć głównym intrygantem tej opowieści jest niepokorna, uparta i momentami zachowująca się wręcz nieobliczalnie czy irracjonalnie Evi’ Death, moje serce skradł ktoś nazywany przez nią Demonikiem – niezwykła jaszczurka; dzielny towarzysz w najróżniejszych przygodach. Czy jednak debiut Eweliny Wyspiańskiej-Trojniarz urzekł mnie tak samo jak ten mający niecodzienne usposobienie stworek?

 

16:27:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (79)
    • ▼  cze (8)
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates