„Żołnierze padali jak muchy we wszystkich czterech stronach świata przy akompaniamencie bębnów oraz trąbek i nie było żadnej matki, żony, siostry czy narzeczonej, która by się skompromitowała opłakiwaniem utraconego bohatera. Niemieckie kobiety były dumne z tego, że ofiarowały krajowi takich mężczyzna w godzinie potrzeby.”
Myślę, że powyższy cytat doskonale oddaje charakter niemieckiego narodu, który pogrążył świat w wojennej pożodze, jakiej ten nie doświadczył od zarania swoich dziejów. Rozkaz Führera nie tylko trzeba wykonać, ale jeszcze być dumnym z jego idealnej realizacji! Przecież w końcu żadna ofiara nie jest dość wielka, aby przywódca narodu był należycie zadowolony. Niemiecka machina wojenna, ten niezrównany twór miażdżący armie całej Europy, szybko załamałby się pod własnym ciężarem, gdyby nie postawa jego najmniejszych trybików - zwykłych Niemców, tych wszystkich poczciwych Helmutów, Ing czy Heinrich–ów, marzących o zaprowadzeniu nowych porządków na kontynencie i zdolnych do największych poświęceń w imię osiągnięcia tego „uświęconego” celu. To przecież zrozumiałe, że „nadludzie” powinni zyskać status, który należy im się z natury, bez konieczności znoszenia brudnych, zawszonych Żydów, Cyganów, Polaków, Rosjan i innych wybryków natury. „Podludzie” muszą zniknąć - takie jest prawidło natury, że lepsza rasa wypiera te gorsze - a jak ma się to dokonać, jest wyłącznym zmartwieniem władz.
.jpeg)
.png.jpg)

.jpg)
.png.PNG)