• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

13 nieuładzonych, przewrotnych opowiadań - wbrew pozorom i okładce wcale niekoniecznie o robotach. 🤖 

  

Niektóre książki zdecydowanie wymykają się wszelkim klasyfikacjom. Szczególnie wdzięczne pole do przekraczania gatunkowych granic daje rodzaj literatury określany jako science–fiction. Wybitni przedstawiciele tego nurtu tworzyli powieści porywająco roztrząsające najważniejsze problemy przed którymi stoi ludzkość a przy tym zachwycające uniwersalizmem. Siła fantastyki i jej różnorodności zasadza się na tym, iż pod pozorem opisywania przyszłości, świetnie można scharakteryzować nie tylko ją samą, ale także przeszłość oraz teraźniejszość. Jak również dokonać wnikliwej analizy osobowości homo sapiens czy podjąć próbę odpowiedzi na pytania od wieków nurtujące filozofów, dotyczące celu i sensu człowieczej krzątaniny na tym padole lub podstaw panujących systemów społecznych. Świetnymi przykładami są: „Rok 1984” Georga Orwella, „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxley'a oraz „Fahrenheit 951” Ray’a Bradbury’ego – antyutopie, które stanowiły przejmujące ostrzeżenie przed wszelkimi totalitaryzmami i świetnie oddawały ich istotę. „Diuna” Franka Herberta to przenikliwe studium zasad sparowania władzy oraz ukrytych mechanizmów rządzących ludźmi i społeczeństwami. „Solaris” Stanisława Lema jest znakomitą „kosmiczną” wiwisekcją samotności oraz stopniowego popadania z jej powodu w szaleństwo. Jak się okazuje, pod szyldem SF można także przemycić coś jeszcze: absurdalnie inteligentny czarny humor, pomieszany z najlepszym gatunkiem pure nonsensu oraz powiastkami filozoficznymi, jakich nie powstydziliby się Wolter czy Diderot. Jeśli czujesz się gotowy na spotkanie z naukowcem, który tworzy epokowe wynalazki wyłącznie pod wpływem hektolitrów wypitego alkoholu, zupełnie nie pamiętając do czego mają służyć, zblazowanym aniołem, obdarowującym aureolą świętości nie tego człowieka, którego powinien czy zakochaną w człowieku, romantyczną szafą grającą – jesteś we właściwym miejscu. Zapnij pasy, będzie trzęsło! 😉  

01:03:00 No comments

MUST READ. 🔥 

Są powieści, których nie trzeba przedstawiać milionem złożeń zmyślnych, przekombinowanych słów, bo historie te stanowią dzieła sztuki same w sobie. Każdym postawionym wyrazem, zdaniem i nadającym miliona barw niedopowiedzeniem. Tak jak palący czytelnika “Ogień z każdej strony”, niekiedy są jednak okraszone tak dużą dozą enigmatyczności, że należy spróbować oddać ich majestat recenzjami, by nadać im popularność. Misja najtrudniejsza z niemalże niewykonalnych – bo to jeden z najbardziej godnych tego miana przedstawicieli literatury adekwatnie nazywanej piękną. Powinien dzierżyć koronę publicznie i obowiązkowo znaleźć się w biblioteczce KAŻDEGO miłośnika prawdziwie wielkiej oraz inteligentnej prozy. To książka dla wymagającego odbiorcy, którego nie zadowala bylejakość. Wyjątkowy klejnot, traktujący światło jak pryzmat i sprawiający, że właśnie dzięki niemu diadem jest niepowtarzalny, choć wygląda niepozornie. Jak i ten przebiegły przeciwnik – jaki nie potrzebuje złocistej okładki, by błyszczeć i szalonego opisu, aby przyzywać. Niech przemówi za niego treść.  

“Bez żalu zanurzam się w ciszę i śnię najpiękniejszy ze snów. Ten, w którym fruwam ponad domem, ponad całym Rajem.” 

Roześmieliby się, gdybyś im zdradził, że mieszkasz w Raju. Czymże bowiem jest ten Twój Raj? Skleconą z próchniejących desek chałupą, którą czasem prześwieca popołudniowe słońce, obnażając wszystkie ohydne zakamarki. Okopcone papierosowym dymem ściany, puste butelki po pędzonym alkoholu, czerstwy kawałek chleba. Pióra z oskubanego w sobotę kurczaka, rozpadający się materiał, będący niegdyś jedyną koszulą, splamiony krwią po bójce skrawek papieru z zapiskami brata. Schowane w uprawianej z trudem ziemi zapałki, jakie stały się zaczątkiem pewnej opowieści. Raj każdy ma swój własny; wiele jest rajów. Ty tylko mieszkasz w najbiedniejszej ze wsi o dokładnie tak brzmiącej, najpewniej przez szatana nadanej nazwie. Twój raj jest wszystkim. Twój raj jest niczym. Twój raj to ta chatka, w której mieszkacie zbici w jednej izbie jak tragiczna masa. Twój. Raj. Spłonie. 

00:59:00 No comments

Młodzieżowy kryminał z akcją rozgrywającą się w Anglii owładniętej wojną? Here we are. 😉  

Wyobraź sobie życie w Londynie w 1941 roku. W owym czasie miasto było bombardowane przez niemieckie samoloty niemal każdej nocy. Nikt nie był pewien swojego losu a mieszkańcy całymi godzinami tkwili w dusznych, ciasnych schronach oraz piwnicach budynków. Jedzenie a nawet woda były racjonowane. Wszędzie kręciły się patrole obrony cywilnej sprawdzające, czy zarządzenia władz są w pełni respektowane - zwłaszcza odnośnie zaciemnienia mieszkań w godzinach nocnych. Za nieposłuszeństwo groziły surowe kary, z aresztem włącznie. Prawie każda ulica straszyła kikutami zrujnowanych budynków a kostnice pełne były ofiar lotników Hitlera. Wszyscy z utęsknieniem czekali na wiadomości z frontów, które wlałyby w serca choć trochę utęsknionej nadziei. Niestety te nie były dobre. Niemcy zwyciężali na wszystkich frontach i właśnie gotowali się do ataku na Jugosławię oraz Grecję a następnie na Związek Radziecki. Wylądowali też w Afryce, usiłując z włoskimi sojusznikami opanować Egipt, co zadałoby Imperium Brytyjskiemu potężny cios. Co gorsza, „wilcze stada” ich stalowych podwodnych drapieżników szalały na Atlantyku, zatapiając coraz więcej okrętów; szczególnie jednostek handlowych zaopatrujących Wielką Brytanię w rzeczy i produkty niezbędne do życia. Pomimo tego wszystkiego Londyńczycy radzili sobie nadspodziewanie dobrze, z typową angielską flegmą i stoickim spokojem podchodząc do otaczającej ich rzeczywistości. Część jednak opuszczała miasto, aby zaszyć na spokojniejszej wsi, gdzie nie docierały z taką intensywnością odgłosy okropnej wojny. Każdy radził sobie, jak mógł, oczekując aż w końcu odwrócą się losy zmagań - że to nastąpi, nikt nie miał wątpliwości. Jak pokazał czas, okazało się to prawdą.      

23:34:00 No comments

Niezmiernie cieszy, że istnieją jeszcze wydawnictwa, które dbają o to, by propozycje dla najmłodszych czytelników były ciepłe i pełne wartości a przy tym przystępnie przekazywały rzetelną wiedzę. Przed Tobą właśnie taka literacka perełka! 

15:34:00 No comments

Czasami nawet w niepozornej, wiejskiej chacie może przyjść na świat osoba przewyższająca bliźnich oraz wywierająca niezatarte piętno na swojej epoce. Historia nieraz dowiodła, że wielkość nie jest zarezerwowana tylko dla przedstawicieli potężnych, prastarych, szlacheckich rodów. Chyba najbardziej przemawiającym do wyobraźni przypadkiem, który potwierdził tę regułę jest życiorys Joanny d'Arc. Urodziła się w 1412 roku w Domrémy, w północno-wschodniej Francji. Jej chłopscy rodzice posiadali zbyt mały kawałek ziemi, aby zapewnił im utrzymanie, więc ojciec dodatkowo dorabiał jako wiejski urzędnik. Gdy osiągnęła siedemnasty rok życia, właśnie nastąpiło apogeum wojny stuletniej, toczącej się w latach 1337-1453 pomiędzy Królestwami Francji a Anglii. W trwającym konflikcie stroną wyraźnie dominującą było to drugie, zagarniające olbrzymie połacie terytorium adwersarza. Kolejna wyprawa wymierzona była w serce państwa Francuzów – Orlean – bogate miasto o ogromnym znaczeniu gospodarczym oraz militarnym. Jego upadek w zasadzie przesądziłby o wyniku starcia. Gdy rozpoczęło się oblężenie, przyszły Król Francji Karol VII zbierał gorączkowo siły, aby ruszyć z odsieczą. Targały nim jednak obawy, że poniesie klęskę i straci kraj oraz szansę na koronę. I wtedy stanęła przed nim Joanna, która wręcz cudem uzyskała audiencję, gorąco nakłaniając do jak najszybszego wyruszenia. Twierdziła, że została wysłana przez Boga, aby ocalić Francję i jego prawo do tronu. Na początku spotkała się z nieufnością, ale w końcu jej gorące namowy zyskały posłuch oraz poparcie doradców i teologów. Finalnie Karol przychylił się do ich stanowiska, wyrażając jednocześnie zgodę na to by Joanna towarzyszyła wyprawie wojskowej, mającej na celu odblokowanie twierdzy. Okazało się to bardzo szczęśliwą decyzją. Lekceważona z początku białogłowa wzmocniła w ogromnym stopniu morale armii – jeździła wśród szeregów na białym koniu, nosiła zbroję i miecz przy boku, równocześnie skłaniając dowódców do wprowadzenia odpowiedniej dyscypliny i rozbudzając ducha zwycięstwa. Wymusiła też podjęcie zdecydowanych działań przeciwko wrogowi. Co ważne, do wojska dołączyli uniesieni zapałem, liczni ochotnicy. Wykazała się też wielką odwagą, walcząc w przednim szeregu nie gorzej od mężczyzn. Dzięki temu udało się odeprzeć Anglików spod murów miasta. Było to pierwsze francuskie zwycięstwo nad nimi od prawie stu lat i poważnie wpłynęło na wzmocnienie ducha franków a co więcej, przesądziło o koronacji Karola i całkowicie zmieniło przebieg wojny. Dziewczyna szybko zyskała przydomek „Dziewicy Orleańskiej”. Dalsze działania przeniosły się na północ, a Joanna uczestniczyła w nich jak zwykle na czele oddziałów. Rok później dostała się do angielskiej niewoli a w 1431 roku oskarżono ją o herezję oraz spalono na stosie i to dwukrotnie – raz żywą, drugi - pozostałe po niej szczątki. Król Karol VII nie kiwnął palcem w jej obronie, obawiając się wzrastającej popularności wojowniczki. Jeszcze raz okazało się, że szlachetne urodzenie nie odciska się szlachetnym postępowaniem - często wręcz przeciwnie.

13:37:00 No comments

W wierzeniach greckich Charon był bogiem konających oraz umierających, odpowiedzialnym za przewożenie dusz zmarłych do zaświatów. Ta ostatnia droga wiodła przez rzekę Styks do Hadesu i przez Acheron do Piekła. Co najciekawsze, postać ta wywodzi się z mitologii etruskiej, w której wcale nie wizualizowano jej jako milczącego, okrutnego starca ani niepokojący szkielet. Aby demon przerażał jeszcze bardziej, jego włosy przedstawiano jako wijące się węże, dodano mu diabelskie skrzydła i nieodłączny młot, przy pomocy którego pod groźbą zaciągał nieboszczyków do podziemi. Trzeba przyznać, że starożytni Grecy pokusili się o mimo wszystko przyjaźniejszą wersję transportującego nieszczęśników. Charonową łodzią właściciel sterował samodzielnie - choć za wiosłowanie były odpowiedzialne pochwycone dusze. Nikt żywy nie miał prawa nawet przestąpić jej progów - przy czym nie sądzę, by znajdowało się ku temu wielu śmiałków. Jak uważano, za usługę nietypowej przeprawy, bóg pobierał odpowiednio wysoką gażę, w związku z czym w ustach zmarłego umieszczało się monety, które mógł zainkasować. Czy istniał, tego ustalić nie sposób, ale niezależnie od wiary lub niewiary w jego rzeczywistość, lepiej było zastosować w praktyce myśl, iż przezorny zawsze ubezpieczony. Wszak nikt nie chciał być nawiedzany przez ducha bliskiej osoby z tak prozaicznego powodu jak zaoszczędzenie kilku drachm. 😉  

Kiedy zobaczyłam tytuł mającej piękną, utrzymaną w mojej ulubionej, bo złotojesiennej stylistyce, okładkę powieści obyczajowej Janusza Muzyczyszyna o sugerującym wiele tytule “Mój drugi brzeg” - jako fan mitologii musiałam się pokusić o jego subiektywne z nią powiązanie. Czymże bowiem może być to wtóre pogranicze, jeśli nie ostatnią przystanią, do której każdy na swój sposób zmierza? I w końcu tam dotrze. Pytanie tylko jak, choć lepiej pozostawić je bez odpowiedzi. Przynajmniej tej werbalnej. 

“Jak to jest, gdy widać ten drugi brzeg? Czy człowiek się wtedy boi? Co jest po drugiej stronie?” 

No właśnie... 

18:23:00 No comments

Wyobraź sobie kraj rozciągający się na przestrzeni miliona km² - od dzikich pól nieopodal brzegów Morza Czarnego, poprzez porohy Dniepru, Kijów, Smoleńsk, Rygę aż do Parnawy. Obejmujący obszar wielu dzisiejszych państw: Polski (bez Śląska i Pomorza Zachodniego), Litwy, Łotwy, Estonii (części), Ukrainy (prawie całej), Białorusi, Okręgu Królewieckiego i zachodniej Rosji (części). Z granic którego do Moskwy było zaledwie 300 kilometrów. Zamieszkały przez 10- 12 milionów ludzi, a więc niewiele mniej niż w Wielkim Księstwie Moskiewskim czy monarchii Habsburgów. W jakim aż 10% mieszkańców to urodzeni żołnierze – szlachta. Dysponujący najbardziej płodną ziemią w Europie i najrozleglejszą powierzchnią lasów na całym kontynencie; pełnych bajecznej wręcz zwierzyny i niewyczerpanych zasobów drzewa. Posiadający największy nad Bałtykiem port w Gdańsku, w którym handlowano 2/3 towarów, jakie przepływały przez Morze Bałtyckie. Mogący pochwalić się najbardziej demokratycznym i postępowym ustrojem politycznym na świecie. Tak bogaty, że sam podmiejski majątek nie największego przecież grodu, jakim był Toruń, szacowano na co najmniej 5 milionów ówczesnych złotych. Jak wielka to była kwota, uzmysławia szacunek, według którego 1 złotówka z tego czasu odpowiada dzisiejszym 112 zł. Tak właśnie wyglądała Rzeczpospolita Obojga Narodów na początku XVII wieku. Nieco ponad sto lat później była już tylko cieniem samej siebie, tracąc bezpowrotnie status mocarstwa, a wkrótce w ogóle znikając z mapy Europy. Historia zna wiele imperiów, które rozpadały się jak domek z kart, ginąc na zawsze w pomroce dziejów. Takie jest jej prawidło. Jednak los naszego państwa jest mimo wszystko wyjątkowy i naznaczony piętnem szczególnej tragedii. Jak to się mogło stać, że tak potężny kraj, mający wydawałoby się wszelkie warunki, aby rozdawać geopolityczne karty i rosnąć ciągle w siłę, załamał się całkowicie na przestrzeni zaledwie stu pięćdziesięciu lat? Na to pytanie próbuje znaleźć odpowiedź Autor recenzowanej książki, zabierając czytelnika w niezwykłą, barwną i sugestywną podróż po dawnej Rzeczypospolitej.    

21:37:00 No comments

Frakcja niepodważalnie uroczych, mruczących stworzeń jest przeświadczona o tym, że dom bez kota to głupota. Ba, niektórzy jej zwichrowani przedstawiciele posiadają nawet przestrzegające postronnych przed swoim szaleństwem tabliczki. Ta wisząca w moim mieszkaniu głosi, że nie byłoby ono prawdziwe bez przedstawiciela tego gatunku. Trudno nie zgodzić się z tą tezą - wszak wówczas nikt nie budziłby, przynosząc prezent o 3:00 w nocy i domagając się za to smaczków. Kreatywność mojej szanownej Annabelle vel Kitku jest w tej kwestii nieograniczona. Od wielu lat jestem obdarowywana TĄ JEDNĄ kuchenną gąbką (naturalnie z tegoż powodu mającą tylko tę funkcję), aktualnie wystawioną rolką papieru toaletowego, pisakami albo kawałkami plastiku nieznanego pochodzenia oraz miejsca składowania. Upolowana zdobycz dla człowieka, który musi pospiesznie przyjść ją podziwiać i wynagrodzić, zostaje dostarczona w towarzystwie mniej lub bardziej naglącej kakofonii dźwięków. Wariant zależy od tego, czy Panienka jadła dwie minuty temu czy jednak pięć. To ostatnie kwalifikuje się już bowiem do potencjalnego zgłoszenia dwunożnego do TOZ-u. I to wcale nie obchodzi Czarno-Białej, że czytałam do 2:59, więc dopiero co się położyłam. Tradycja to przecież rzecz święta a pewnych rytuałów trzeba dochowywać. Niewesoło byłoby też w lokum, gdyby jego właściciel nie wdepnął radośnie skarpetką w dopiero co oddaną pięknym pyszczkiem trawę czy nie został nauczony tego, że na ziemi nie powinny leżeć ubrania. Każdy szanujący się kot wie, iż porządku należy dochowywać, więc takie elementy nadają się do osikania i prania. Za to drugie nie ręczy, ale... Brak wbijania pazurków w nowe rajstopy i dreptania człowieka w świeżo prasowanej koszuli również byłby przytłaczająco smutny. No i tego patrzenia w oczy... najlepiej na chwilę przed ugryzieniem, bo po prostu tak i już. Wiem, że rozumiesz – Kociarzu. A przed Tobą dedykowany tom 11 opowiadań.

16:06:00 No comments

Wykonanych z pietyzmem, niepowtarzalną starannością i ogromną determinacją dzieł Michała Anioła nie sposób nie podziwiać. Michelangelo di Lodovico Buonarroti Simoni, bo tak właściwie nazywał się ten natchniony pozaziemską mocą twórczą Artysta, był malarzem, rzeźbiarzem i architektem epoki odrodzenia, ale również - o czym nie każdy wie - poetą. W jego dorobku pisarskim znalazło się ponad trzysta liryków, sonetów oraz madrygałów, kreślonych pod odpowiedni akompaniament. Jeśliby zapytać kogokolwiek o wielką trójkę mistrzów epoki renesansu, z pewnością wskazałby Rafaela Santiego, Leonardo da Vinci oraz właśnie Michelangelo, w czym miałby całkowitą słuszność. Cierpiąca Pieta w różnych wariacjach, Bachus, Madonna z Brugii, budząca zachwyt rzeźba Dawida. Poza niesamowicie realistycznymi i oddającymi piękno posągami, freski na sklepieniu kaplicy Sykstyńskiej - malowane przez kilka lat w pozycjach wymagających niebywałej precyzji i przynoszących niewyobrażalne niewygody. Przejmująca wizja sądu ostatecznego... na jakiej Autor umieścił swój autoportret. Pomyliłbyś się, zgadując, że pewnie przedstawia dumnego ze swojej twórczości mężczyznę. Własną twarz Michał Anioł naniósł na... skórę, zwisającą z dłoni świętego. Wiele wieków później próbuje się roztrząsać słynny dylemat pod tytułem: co Autor miał na myśli. Swoją miałkość względem czynionej właśnie, freskowej nieprzemijalności? Ludzkie odbicie, jakie zawsze ukaże się gdzieś w prawdziwej krasie? Niegodzenie się z nieprzykazanymi przez Boga preferencjami – bo tkwienie w niespełnionej miłości do kogoś tej samej płci? Teorie zawsze da się pomnożyć, a jednak milkną one przed obliczem majestatu dzieł wielkiego Artysty. Ponoć młodzian Cavalieri przez wiele lat pozostawał najbardziej ważkim z jego westchnień. Okolony sztuką i słanymi listami, nieskonsumowany romans tej dwójki spróbował unikatowo, bo za pomocą komiksu, przedstawić Mateusz Leszczyński. Czy to miało prawo się udać? 

00:14:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (82)
    • ▼  cze (11)
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates