Cześć.
Mamy 24 kwietnia, a mnie do tej pory udało się przeczytać 33 książki, co uważam za całkiem imponujący wynik. O kilku z nich, które szczególnie pozytywnie (lub negatywnie) mnie zaskoczyły, czy też po prostu stały się dobrym czasoumilaczem, zdążyłam Wam już tutaj opowiedzieć, o kilku zaś rozpiszę się jeszcze niebawem. Ostatnimi czasy moim bez wątpienia ulubionym gatunkiem stały się thrillery. Dawniej lubiłam oglądać je na ekranie, jednak motywy filmowe thrillerów stały się na tyle oklepane i często powtarzane, że oglądanie ich przestało mi zupełnie sprawiać przyjemność. Fabułę odgadywałam zazwyczaj po góra kwadransie (i paczce niezdrowych przekąsek). Nigdy nie sięgnęłam jednak po thriller w formie powieści i odkąd niedawno uczyniłam to po raz pierwszy - przepadłam! Powieść J.S. Monroe zatytułowana Znajdź mnie to czwarta książka tego gatunku, którą ostatnio przeczytałam (tudzież pożarłam pomiędzy paczką żelków, chipsów i rurek ze śmietankowym kremem) w niespełna kilka godzin.


