„Panuje całkowita cisza. Wiem, że przykułem uwagę (…). Właśnie po to tu jestem.”
Motyw szaleństwa w literaturze i sztuce – tak brzmiał tytuł mojej pracy maturalnej na ustny egzamin z języka polskiego (którą napisałam na kwadrans przed terminem). Gdybym miała okazję podejść do niego raz jeszcze, zaszczytny numer jeden w (skądinąd zwichrowanej w moim wykonaniu) bibliografii zajęłaby najnowsza książka Maxa Czornyja – „Wszyscy jesteśmy mordercami”. Tragiczna eskalacja studium szaleństwa, degrengolada… majstersztyk. Obrazująca najczarniejszy odcień efektu skrzydeł motyla powieść prowadząca przez najmroczniejsze meandry ludzkiej psychiki, będąca wstrząsającą (choć bez krzty epatowania ohydą!) próbą rozwikłania najtrudniejszych dylematów moralnych. Thriller nieodkładalny przed poznaniem zakończenia – po poznaniu którego odczujesz całą kawalkadę emocji. Jak po przesłuchaniu płyty Nicka Cave’a… wzniośle brudna, artystycznie wyżęta, przedśmiertnie uśmiechnięta. Szczęśliwa zmęczeniem, poetycko umartwiona – bez patosu dotknięta la petite mort zbrodni.
