„Szukaj szczeliny, mawiał wtedy do siebie. Szukaj. Drobnego pęknięcia, kruchej spoiny między cegłami lub choćby mikroskopijnego kamyka wystającego z muru. Czegoś, na czym można zahaczyć dalsze działanie. Coś takiego zawsze istnieje.”
Podczas gdy lwia część polskich autorów kryminałów nie przepada za
brnięciem pod prąd, a raczej kieruje się zgodnie z kierunkiem aktualnych
trendów, Maciej Siembieda pozostaje wierny swoim przekonaniom, proponując swoim
czytelnikom kolejną niesztampową propozycję kryminalną. Próżno w niej szukać
wiecznie nietrzeźwych funkcjonariuszy policji, przesadnie krwawych zbrodni oraz
morza przekleństw, często aż wylewających się ze współczesnej literatury. „444”
jest zaś finezyjnie wykonanym ukłonem w kierunku miłośników zawile
inteligentnych, mrocznych zagadek z klasą. Zbrodnie łączą się w niej ze sztuką,
historią i szeregiem tajemnic, tworząc niepowtarzalną układankę, której finalny
kształt okazuje się zaskakujący. Trudno o innowacyjność, wśród tak wielu powieści
„spod ciemnej gwiazdy” – a jednak Siembiedzie po raz kolejny udało się ją
osiągnąć, gwarantując przy okazji porywającą rozrywkę i kuszącą rozgrywkę
umysłową. Dlaczego „444” jest tak dobre?

.jpg)