Na rynku literackim co rusz pojawiają się nowe zbiory opowiadań. Aby jakikolwiek spośród nich miał szansę wyróżnić się spośród pozostałych, Autor musi wpaść na naprawdę nieszablonowy pomysł. Bez wątpienia to właśnie uczynił na co dzień trudniący się fotografią Paweł Mateusz Tomach, który... do każdej z napisanych przez siebie miłosnych historii dopasował inny kolor. Koncepcja niebanalna a przy tym ryzykowna – wszak każdy barwy postrzega zupełnie inaczej, już pomijając daltonistów. 😉 Moim (nie)skromnym zdaniem jest to jednak... strzał w dziesiątkę. Tak jak bowiem wiersze, powieści czy krótsze formy fabularne wszyscy czytający odbierają odmiennie, tak i mogą nadać uczuciom całą feerię odcieni.
“Kolory miłości” to 9 opowiadań o różnym zabarwieniu emocjonalnym i tytularnym. Pisarz zdecydował się na wyróżnienie różu, pomarańczu, czerwieni, żółci, brązu, niebieskiego, turkusu, zieleni oraz fioletu. Cały tom liczy sobie 275 stron i... każdą z nich wciąga bez reszty. Czuję się jednak w obowiązku nadmienić, że większość opowieści jest bardzo nasączona erotyką - tylko dla dorosłych odbiorców! Ale cóż... nie można przecież pisać o kolorach miłości bez jej immamentnego składnika, jeśli chodzi o relacje romantyczne. Próżno zatem dziwić się temu, że sceny łóżkowe są u Tomacha nieodłączną częścią fabuł. Sam zbiór najkrótszymi słowy oceniłabym mianem gorącego oraz porywającego, w jakim widzę właściwie tylko jedną wadę. Część gawęd z pewnością zubożyłabym o zbyt wulgarne słownictwo, z zaznaczeniem, iż mowa tu o przekleństwach. Podoba mi się natomiast fakt, że narrację przejmują nader zróżnicowani bohaterowie – wraz z nimi wkracza w czytelniczy świat cały sztafaż marzeń, wizji i potrzeb. Plejada sylwetek – stosownie do nazwy książki – kolorowa, a przy tym najzwyczajniej ludzka. Z pewnością po lekturze sam zastanowisz się nad najważniejszym: jaką właściwie barwę ma miłość? 💕
.jpg)

.jpg)
.png.PNG)

