• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Czy wakacje mogą się stać miejscem zbrodni? Jak najbardziej. Szczególnie wówczas, gdy zamiast upragnionego słońca codziennie wita Cię deszcz, a towarzysze notorycznie doskwierają narzekaniem. Aby wprost z wyjazdu nie trafić za kratki lub zapobiec niewróceniu z niego wcale, zdecydowanie warto zadbać o coś, co zagwarantuje wciągającą rozrywkę niezależnie od miejsca i pogody. Zamiast kolejnej letniej powieści, jakiej akcja ciągnie się topornie niczym dmuchane koło po piasku, tym razem spakuj do walizki obietnicę doskonałej zabawy... 

Przed Tobą gwóźdź programu (i na szczęście nie do trumny) - Murdle 3, czyli zbiór 100 zagadek kryminalnych, które nie wybaczają nieudolnym detektywom ani nieuważnym czytelnikom. Czy jesteś gotowy na to, by samodzielnie lub z resztą uczestników wyjazdu sprawdzić się w sztuce logiki, wiedzy oraz dedukcji? 

Co kilka stron inny scenariusz zbrodni - bezlitośnie krótki, niepokojąco celny i o wiele bardziej wciągający niż kolejna rozmowa na plaży. Zapomnij o czasie na oczekiwanie z wędką na rybę, która nie przypłynie czy opalanie. Sprawa jest prosta... masz alibi albo problem. 

“Murdle 3” to idealny wybór dla tych, którzy na urlop zabierają nie tylko krem z filtrem, ale i chłodną kalkulację. Dla każdego, kto relaksuje się podczas rozwiązywania problemów innych... zwłaszcza, gdy ofiara już nie zaprotestuje. Wydany estetycznie, lecz stonowanie - zupełnie jak notes detektywa. Mroczny niczym burzowe niebo i nasączony zagadkową złośliwością jak obrażony podczas wakacji mąż.  

Śledztwo po śledztwie. Łamigłówka po łamigłówce. Kruczek po kruczku. Kamyczki w torebce, połamane gałązki w plecaku, wyblakły paragon w walizce i krew na papierze...  

Wszak prawdziwy odpoczynek to ten, w jakim nikt nie przeszkadza. Nawet, jeśli trzeba go sobie zorganizować samemu. 😉  

15:04:00 No comments

Sarmacja to termin, który u jednych budzi zachwyt, u innych wywołuje dreszcze obrzydzenia. Tym pierwszym kojarzy się z szumem husarskich skrzydeł i potężnym tembrem Dzwonu Zygmunta w chwilach narodowych triumfów. Drudzy oczami wyobraźni widzą jedynie kompletnie pijaną szlachtę z podgolonymi łbami i ubrudzonymi trunkami sumiastymi wąsami, rzucającą przekleństwa i traktującą poddanych jej chłopów gorzej niż amerykańscy plantatorzy niewolników. Tymczasem prawda jak zwykle leży pośrodku – w określeniu tym mieszczą się zarówno blask chwały, jak i małość ludzkich uczynków. Tak czy inaczej, polska szlachta z dumą powoływała się na swoje mityczne pochodzenie od Sarmatów, koczowniczego ludu irańskiego pochodzenia. Ich początki giną w pomroce dziejów, ale wiadomo, że nie byli jednolici – dzielili się na liczne plemiona, z których najważniejsze to Jazygowie, Roksolanowie oraz Alanowie. Początkowo zwani Sauromatami, już w IV wieku p.n.e. utworzyli potężny związek plemienny, podejmując szeroką ekspansję. W III wielu p.n.e. dotarli na obszary leżące pomiędzy Donem a Morzem Czarnym. Następnie, pchając przed sobą pobitych Scytów, dotarli w I wieku p.n.e. nad Dunaj, wchodząc w styczność z Imperium Rzymskim i tocząc z nim liczne wojny. Sarmaci jako znakomici wojownicy budzili w Kwirytach uzasadniony respekt. Słynęli przede wszystkim z ciężkozbrojnej jazdy – Katafraktów, którzy okuci w zbroje od stóp do głów, nie wyłączając konia, walczyli w zwartym szyku a ich główną bronią były trzymane oburącz długie włócznie. Wielu historyków wojskowości twierdzi, że to właśnie styczność z tą formacją spowodowała powołanie w armii rzymskiej podobnych jednostek, które zrewolucjonizowały taktykę wchodzącej w jej skład kawalerii. Wielka wędrówka ludów wywołana przez napór Hunów w IV-V wieku n.e. zawiodła pewne ich odłamy aż do Hiszpanii i Afryki. Rozproszeni, szybko rozpłynęli się w tyglu innych ludów i stracili tożsamość. Pamięć o nich przetrwała jednak na terenach I Rzeczypospolitej, dominując wyobraźnię jej elity – szlachty. Dlaczego tak się stało?

17:18:00 No comments

Gorąco przepraszam (choć wcale nie jest mi przykro, ponieważ takie perełki po prostu trzeba w książkowej kolekcji mieć) wszystkich miłośników wręcz epicko pięknych wydań oraz ozdobionych nimi, niesamowicie zwichrowanych historii fantastycznych. Oto bowiem przed Tobą cztery małe dzieła sztuki w postaci tomów (1-4) rozpoczynających znaną i poważaną serię Jacka Piekary, którego z pewnością przedstawiać nie trzeba. Lubiany i na wskroś wciągający cykl “Ja, Inkwizytor” zyskał adekwatną do treści, wspaniałą oprawę graficzną. Otrzepując się z siarki, diabełki szepczą, że w tym roku czytelników powiodą na pokuszenie wszystkie kolejne tomy, wydane w tej wersji! Jako że wcale nie odłączam się od ich stada, a raczej mu przewodzę, w tym poście przedstawię Ci pokrótce cały cykl oraz jego pierwsze cztery tomy w formie krótkich i standardowo szalonych polecajek. 

“Ja, Inkwizytor” to bosko-diabelski teatr herezji, złożony z aktów ironii nierzadko ociekających krwią. Czy szczęśliwie tą wrogów i zdrajców, to musisz sprawdzić samodzielnie. 😉 W krainie, w jakiej Chrystus poważył się na zejście z krzyża i sprawienie łomotu wszelkim grzesznikom, stery władzy dzierży Święte Officjum. Jego nieodłącznym członkiem jest główny bohater serii – Mordimer Madderin, a o postać barwniejszą w polskiej fantastyce niż tytułowy Inkwizytor bez dwóch zdań trudno. Jego specjalizacja to tortury, choć nie stroni także od detektywistyki, uprawiania cierpiętniczej poezji i tworzenia filozoficznych teorii pod osłoną sutanny. Serię Piekary można określić mianem uroczo ponurej ballady o odmętach hipokryzji, władzy i wierze, okraszonej tak czarnymi odcieniami humoru, że sama Inkwizycja mogłaby wtrącić za nie do zimnego lochu. 😉 Pięknie zwariowana niepoprawność gwarantuje doskonałą rozrywkę. Czyż nie brzmi to jak coś, co absolutnie musisz poznać? 

16:05:00 1 comments

W Twoim życiu przyszedł nieuchronny moment, w którym człowiek, jaki powołał Cię na świat, sprawował nad Tobą opiekę i towarzyszył przez wiele lat, sam potrzebuje pomocy. Strata córki oraz nawał zawodowych obowiązków spowodowały, że w znacznym stopniu odsunęłaś się od rodziców i straciłaś istotną część więzi, która kiedyś Was łączyła. Zgubiłaś drogę do domu. Ale nie możesz już zamykać oczu na to, co się dzieje.  

„Gdybym nie usłyszała od siostry, że stojąc w bramie, płakał, gdy wychodziły, nigdy nawet bym nie pomyślała, że muszę wrócić w rodzinne strony.  (…) relacje, na których polegałam i w których znajdowałam oparcie, straciły jakiekolwiek znaczenie, a część z nich rozpadła się na drobne kawałki.” 

Serce ściska Ci się niepokojem i żalem. Matka musiała wyjechać do szpitala w Seulu, do którego zawiozła ją Twoja siostra, więc ojciec pozostał sam, zdany tylko na własne siły. Nie widziałaś go przez długie pięć lat. Wprawdzie wiedziałaś, co się dzieje w domu, ale trzymałaś się od niego z daleka. Zajmowało się tym Twoje rodzeństwo. Odwiedzało rodziców na zamianę w każdy weekend i regularnie robiło zakupy – wszystko według ustalonego grafiku, który czytałaś na Waszym grupowym czacie, nie pisząc jednak ani słowa. Dlaczego tak się zachowywałaś? Byłaś rozbita psychiczne, a oni jak barometr - natychmiast podświadomie wyławiali najdrobniejszą nutę przygnębienia czy rezygnacji w Twoim głosie. 

„Nie chciałam, żeby się martwili. (…) Tak mijały kolejne miesiące, jednak wieść o łzach ojca wprawiła w drżenie moje zimne jak lód serce.” 

Bezradny płacz taty wyzwala w Tobie pokłady tego, czego tak długi czas nie dostrzegałaś – tęsknoty za jego widokiem. I za rodzinnymi stronami. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uruchomiają się czarno-białe klisze pamięci, które tak pieczołowicie przechowywałaś w umyśle, otulając Cię chmurą zaszłych już wyobrażeń i odczuć. Poddajesz się wibracjom nostalgii. Zaskakuje Cię własna reakcja - sądziłaś, że jesteś bardziej opanowana. Zaczynasz rozumieć, że dawny świat ciągle w Tobie tkwi i wrósł w Twoją duszę, której nie da się od niego oddzielić. 

00:50:00 No comments

Do Mentora. Muzy. Jedynej Kobiety, jaką kiedykolwiek kochałam. Utraconej Przyjaciółki. Mnie z przyszłości. Krewnego, który odszedł przedwcześnie. Nieodzywającego się od lat znajomego. Koleżanki z pewnością mieszkającej już pod zupełnie innym adresem. Zaginionego w dzieciństwie pamiętnika. Zgubionego zeszytu, pełnego złotych myśli, możliwych do nakreślenia tylko za czasów młodości. Zmarłego bliskiego, potrzebnego wysoko nad chmurami. Pióra, które już nie pisze, choć tak dzielnie towarzyszyło mi w przelewaniu uczuć na papier. Maskotki, jaka wiele czasu wstecz odpędzała czerń myśli i mrok koszmarów. Uśmiechającego szczęścia, które nadejdzie. Do kiedyś. Do zawsze i wieczności. 

Do kogo napiszesz własny list? Tylko odręcznie, bo naniesione w ten sposób słowa niewyzute są z uczuć. Zmaterializowawszy je, tchniesz w nie życie. Umieściwszy na kartce czy papeterii; potem w kopercie ze znaczkiem, schowawszy w skrytce pod osłoną w nocy lub w dzień - sprawisz, że pofruną. Ciężkie od emocji, ale lekkie jak piórko, bo oddychające samodzielnie; lecą w świat. Oto sprawiłeś, że naznaczony tuszem papier stał się oddzielnym bytem. Czyż to nie magia?  

Tak jak i ta chwila oczekiwania – czy zrodzi następną, czy rozprzestrzeni się dalej, poszybuje jeszcze piękniej. Czy dostaniesz odpowiedź? Czy... 

Sztuka epistolografii - wciąż niewzruszenie artystyczna, szczególnie dla kochanków literatury. O tym, jak wielka tkwi w niej moc nie przekonałam się wcale wiele momentów wstecz, będąc uczestnikiem internetowej grupy obcych ludzi, którzy przesyłali sobie listy, w jakich dzielili się skrawkami codzienności. Choć powstały tam piękne przyjaźnie - nie. Siłę listów poznałam, przemieniając fragmenty papieru w całe zapisane notesy. Posyłane dalej Komuś Ważnemu zeszyty, zawsze skrzące się od rozlicznych PS, PPS i rozrastające się z kilku stron do... wielu. Istotne jest bowiem, co piszesz. Jeszcze istotniejsze – do kogo.  

Kto otrzyma Twój list; chwyci myśl? A jeśli nikt... czy znajdziesz gdzieś swoje “Wszystkie zaginione adresy”? Tak niepowtarzalnie piękne... 

22:30:00 No comments

Masz wspomnienie, które ukrywasz głęboko w swoim wnętrzu. Jest tylko Twoje, zwłaszcza gdy zapada noc. Skrada się wtedy podstępnie wprost do umysłu, ogarniając go ciemnością i przerażeniem. Wówczas z ust wydobywa się skowyt, a skóra rosi zimnym potem. Nie możesz go strząsnąć, utopić w mrokach niepamięci. Nie pragniesz go wywoływać, a jednak towarzyszy Ci nieodmiennie od dwunastego roku życia. Ale czy może być inaczej? Żaden człowiek w takim wieku nie powinien widzieć i przeżywać tego, co Ty. A jednak los zdecydował, że nałoży na Ciebie ciężar, który niesiesz do dzisiaj. Przed Tobą po raz kolejny rozpościera się widok tego strasznego wakacyjnego dnia 2002 roku. Wszystko zaczęło się niewinnie i nic nie wskazywało, że dojdzie do takiej tragedii. Jak to często bywało wcześniej, graliście w piłkę nożną na szkolnym boisku. Cała paczka starych przyjaciół – Ty, Eryk, Robert zwany „Snajperem”, jego młodszy brat Mikołaj i paru innych. Nie byłeś utalentowanym sportowcem, więc jak zwykle stałeś na bramce. W pewnym momencie kopnąłeś piłkę tak mocno, że wylądowała aż w parku, który leżał za niewielką rzeczką. W takich sytuacjach zasada była jedna – winowajca musi po nią pójść. Ponieważ wcześniej skręciłeś kostkę, podjął się tego Mikołaj, który darzył Cię szczególną sympatią. Szybko pokonał ogrodzenie i zniknął z widoku. Chwilę później bardzo blisko uderzył piorun, jakby zwiastując przyszłe wydarzenia. W oddali spostrzegliście słup dymu – zaczął się palić jakiś budynek. Przy wtórze strażackich syren rzuciliście się w jego kierunku. W tak spokojnej wsi jak beskidzka Solna, takie wydarzenie to nie lada gratka. Gdy wróciliście na boisko, zastaliście tylko samotnie stojący rower Mikołaja. Zaniepokojeni poszliście szukać jego właściciela w parku. Poruszałeś się na przedzie. Gdy dotarłeś do mostka, zacząłeś głośno wołać przyjaciela, ale odpowiadała Ci głucha cisza.  Wkrótce Snajper dostrzegł piłkę leżącą w pobliskich krzakach. Żołądek skurczył Ci się z niepokoju - wiedziałeś już, że musiało się stać coś złego. Ale nie przypuszczałeś, że to, co wkrótce zobaczysz, będzie aż tak przerażające. Gdy weszliście do parku, znaleźliście bluzę i but, a chwilę potem rozbryzgi krwi na kamieniach. Wtedy coś rzuciło Ci się w oczy. 

17:14:00 No comments

Twoja wioska Cię nie rozpieszcza. Wygląda na to, że “worek” z morderstwami rozwiązał się w niej na dobre. Pomimo miłej dla ucha nazwy, “Duck End” okazało się miejscem, które aż pulsuje od krwiożerczych namiętności, jakimi można by obdzielić co najmniej kilka dużo większych osad.  

“Tradycyjne konflikty w wiosce rozwiązywano w cywilizowany sposób. (…) Do tej pory. Teraz wyglądało to tak, jakby wszystkie morderstwa od których mieszkańcy Duck End powstrzymywali się przez ostatnie dwadzieścia lat, zostały nadrobione jednocześnie, Najpierw aptekarz, potem hodowca gołębi, teraz zakrystian.” 

Właśnie, ten ostatni... Akurat Tobie przypadł wątpliwy zaszczyt odkrycia jego “przypadku”. Jak do tego doszło? Znaczną część tego feralnego dnia spędziłaś w poczekalni miejscowej przychodni w celu dostania się do zatrudnionego w niej “konowała”. Irytujące kłótnie o lokatę w kolejce doprowadziły Cię na skraj wytrzymałości nerwowej, a już zdecydowanie przekroczyła ją gwałtowna kłótnia o prawo pierwszeństwa do skorzystania z wyświechtanego, ilustrowanego czasopisma. Niestety dałaś je sobie wyrwać z dłoni a do tego natknęłaś się na karcący wzrok recepcjonistki. Dość tego, pomyślałaś i z ulgą wychynęłaś na zewnątrz. Ruszyłaś dziarskim krokiem w stronę przystanku autobusowego, stukając energicznie laską. Ledwo tam dotarłaś, Twoją uwagę zwrócił ciągle bijący dzwon miejscowego kościoła. Słyszałaś go świetnie dzięki nowemu aparatowi słuchowemu. Wyraźnie był niespokojny, wręcz paniczny – coś było nie tak w jego brzmieniu. Nie namyślając się wiele, ruszyłaś w jego kierunku. Gdy uchyliłaś z przeraźliwym skrzypnięciem drzwi i weszłaś do środka, Twoim oczom ukazał się przerażający widok. Na linie służącej do poruszania instrumentu, wisiało ciało zakrystiana, cały czas wprawiając go w ruch. Twoje policyjne doświadczenie natychmiast zaprocentowało, z tyłu nie pozostało również blisko osiemdziesiąt lat, jakie masz na karku, więc byłaś w stanie fachowo ocenić, że masz do czynienia z morderstwem. Znowu...  

14:24:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (91)
    • ▼  cze (20)
      • Joanna Kupniewska - Kuszenie ostatniego Jagiellona...
      • Brandon Mull - Opiekunowie. Zakazana góra - recenzja
      • Walter Miller - Kantyczka dla Leibowitza - recenzja
      • Piergiorgio Pulixi - Ty jesteś prawem - recenzja
      • Szymon Niordu Biadasz - Niechciane przeznaczenie -...
      • Serhii Ratkin - Do głębi siebie - recenzja
      • Monika Klara Krajniak - Skąd ta nienawiść między W...
      • Katarzyna Gacek - Zbrodnia, której nie było - rece...
      • Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates