• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Czy znalazłam powieść obyczajową, naznaczoną nutami romansu, która jest napisana wręcz otulająco i sprawdzi się doskonale jako towarzysz wakacyjnej podróży lub samotnego wieczoru z filiżanką ulubionej herbaty? Owszem. Zanim jednak wyjaśnię Ci, dlaczego Agnieszka Łepki dołączyła do grona moich ulubionych autorów książek z życia wziętych, zdradzę Ci, w jaki sposób znalazła się u mnie opatrzona uroczą okładką propozycja literacka “Pokochaj mnie wreszcie!” - bo to absolutnie uśmiechająca historia. Pewnego dnia weszłam na stronę Lubimy Czytać, aby dodać recenzję poznanej chwilę temu narracji. Ze zdziwieniem zauważyłam, że w skrzynce czeka na mnie wiadomość, co wcześniej, na przestrzeni wielu lat, zdarzyło mi się maksymalnie kilkukrotnie. Jak się okazało, to właśnie pani Łepki zdecydowała się do mnie odezwać. Zauroczona jedną z moich wcześniejszych opinii (ciekawostka: akurat ta wcale nie była pozytywna!), zaproponowała mi poznanie swojej najnowszej książki. Stwierdziła, że chciałaby ją zobaczyć w mojej wersji halucynacji semantycznych - poddaną szczerej ocenie we właściwym zwichrowaniu. Uwielbiam, kiedy twórcy doceniają w ten sposób wszystko, co tutaj czynię. Jeżeli zwracają uwagę na jakość recenzji oraz wizualizacji, nad jakimi wciąż pracuję, by dostarczać tylko to, co najlepsze - to ogromna pociecha. Z takim pozytywnym akcentem przybyło do mnie “Pokochaj...” - a chwilę później stało się dużym zaskoczeniem. Przyznam bowiem, iż po tej dość słodkiej szacie graficznej spodziewałam się gawędy, której słodycz mnie pokona. Sprawdza się tu wręcz doskonale powiedzenie o nieocenianiu fabuły po okładce, jako że ta może i jest napisana w finezyjnie dopracowany sposób, ale wcale nie ma w niej latających nad tęczą jednorożców, z jakich skrzydeł zwisają kawałki truskawkowej waty. To powieść, która wciąga i powoduje cały szereg emocji, ale przecukrzenie zdecydowanie nie jest jedną z nich. 

16:01:00 1 comments

Malarstwo jest wyjątkową dziedziną sztuki. Jako jedyna z nich bowiem angażuje wszystkie zmysły, którymi natura obdarzyła człowieczą istotę. Napawa oczy, szukające piękna wśród szarych konturów rzeczywistości. Ćwiczy umysł, próbujący odgadnąć utajony zamysł artysty. Karmi palce, czule badające strukturę werniksu i nałożonych pieczołowicie farb. Myli słuch, do jakiego docierają zaklęte w obrazie dźwięki, szemrzące pieśń malarskiego kunsztu. Napawa węch zapachem użytych olejów i rozcieńczalników. Wreszcie wyrabia smak, niezbędny każdemu, kto nie chce utonąć w bezbrzeżach bylejakości. To wszystko dane jest każdemu, kto obdarzony został choć odrobiną prawdziwego talentu w tym zakresie. Ale są mistrzowie pędzla, którzy przemawiają prosto do serca, wyczarowując nastrój, jaki wywołuje jego mimowolne drżenie w poczuciu obcowania z nieodgadnioną tajemnicą absolutu i ludzkiej natury. Ich dzieła oplatają jaźń zadumą i tęsknotą za utraconym, przeżytym, nieuchwytnym, niewytłumaczalnym. Nic bardziej temu nie sprzyja, jak nieprzenikniona noc, rozświetlana rachitycznym płomieniem świecy lub kaganka. W ich blasku uważny obserwator będzie mógł dostrzec kłębiące się o tej porze doby w ludzkich głowach myśli, namiętności, obawy a nawet zarys duszy. Po zachodzie słońca świat przeistacza się w czarę pełną niedostrzegalnych za dnia sekretów i głęboko ukrytych żądz. Staje się królestwem smutku i sentymentalizmu, które trwa do świtu, kiedy odrzwia wiodące do krainy baśni i imaginacji zatrzaskują się z hukiem. Wspaniale ujął to Waldemar Łysiak: „Była noc. Zawsze wtedy jest noc z jej cieniami i ciszą, co dźwięczy w uszach niczym dzwon, z jej ślepymi zaułkami dróg i przytłumioną urbanistyką zbrodni, z jej skrzypieniem bosych stóp w pustych korytarzach i dalekimi dzwonkami sań na rozległej równinie, rozjaśnionej księżycem i rozdzieranej zawodzeniem wilków, gdzie białe koleiny gubią się na przełęczach gór, a za nimi jest nieznane, wielka brama pożegnania i rozłąki.” Tylko prawdziwi giganci są zdolni do oddania tego wszystkiego na płótnie. Ich najwybitniejszym przedstawicielem, stałym mieszkańcem najwyższego szczytu Parnasu jest Francuz - Georges de La Tour - w zasadzie niekwestionowany książę nokturnów, a więc scen rodzajowych rozgrywających się, gdy zapadnie zmrok. Przez całe wieki był nie tylko niedoceniany, ale też prawie nieznany. Dopiero dwudzieste stulecie wydobyło klejnot jego artyzmu na światło dzienne. I od tego czasu błyszczy on wiecznym blaskiem, którego nie sposób ugasić. Dzięki niemu każdy człowiek może spojrzeć na rzeczywistość „de la tour des humeurs mystiques” (z wieży mistycznych nastrojów), wzniesionej jego pięknymi pracami. Możesz uczynić to i Ty - dzięki albumowi Wydawnictwa Jedność. Czy warto do niego zajrzeć? 

16:43:00 No comments

Nazwisko? Jezus. Gdzie mieszkasz? Dopiero przybyłeś - a tak właściwie, to wszędzie. W dodatku Bóg Ci świadkiem, że nie kłamiesz. Skąd wiedziałeś o tym, że w wagonie metra jest ładunek wybuchowy? Cud... Choć odpowiadasz na pytania policjantów zgodnie z prawdą, znowu nikt Ci nie wierzy. Ech, skaranie boskie z tymi ludźmi, których postanowiłeś ponownie spróbować naprawić, niczym zepsuty czy przynajmniej definitywnie źle nastawiony mechanizm zegarka. Twój Ojciec doszedł do wniosku, że miarka się przebrała. Koniec litości i nieudanego projektu pod tytułem: człowiek i jego świat. Mimo licznych ostrzeżeń, kar i przestróg, nic nie zostało zrozumiane. Dziś Nowojorczycy i reszta globu czczą siebie samych, na piedestale stawiają zgromadzone dobra i modlą się do szefów w korporacjach, w jakich praca przypomina więzienie, miast czyśćca - a przy tym umożliwia rzekome awanse społeczne i materialne. Zaślepieni żądzami, zawoalowani pychą, zażenowani wartościami; przedefiniowali absolutnie wszystko, aby przystawało do ich wydumanych wizualizacji rzeczywistości. Ulepszyli każdą rzecz i własne powłoki, udoskonalili narzędzia mordu, słowem zresztą ciąć potrafią niczym mieczem; decyzjami ranić jak ostrzem. Zawędrowali na wyżyny ewolucji tak wysoko, że Boga uważają za zbędnego. Cenią już tylko jego karykatury w kabaretach, filmach czy nędznych w istocie spektaklach. Wyszydzają jak przedwieczne bajki i baśnie. Odpuszczają sferę duchową, bo przecież ta jest mniej modna niż nowa kolekcja ubrań od niszowych projektantów czy najszybszy model samochodu. Jak się okazuje, Bóg również może mieć dość. Dziś rozkłada ręce i to nie w celu przygarnięcia do siebie nawróconych grzeszników. Poddaje się, planując spopielić świat, bo i jaki miałby być dalszy cel jego trwania? O Jezusie, że też akurat Ty, Syn Boży, postanowiłeś w straceńczej misji jeszcze raz spróbować te niedoskonałe człowiecze kreatury zbawić...

PS Ta genialna książka o nietuzinkowej narracji powinna zostać zekranizowana! Inteligentna zabawa i smutna refleksja w oryginalnej fabule – must read!  

16:30:00 No comments

Kroczysz przez życie nie oglądając się za siebie, choć wiele osób na Twoim miejscu ciągle rozpamiętywałoby pasmo krzywd, jakimi obdzielał Cię los. Gdy miałaś cztery lata, tragicznie zginął ojciec, rok później odeszła chora na nowotwór matka. Bliższej rodziny nie było, dalsza umyła ręce, więc skończyłaś w domu dziecka. Nie sama, gdyż z bliźniaczą siostrą Marianną - niestety opóźnioną w rozwoju i o umyśle dziesięcioletniego dziecka. Z tego powodu nikt nie chciał Was adoptować, zatem tkwiłaś tam do piętnastego roku życia. Na szczęście wdrożono specjalny program, w ramach którego otrzymałyście nieduże mieszkanie oraz comiesięczną zapomogę finansową.  

„Odtąd pod czujnym okiem kuratorów obie siostry miały wkroczyć w dorosłe życie. Głównym warunkiem utrzymania się w programie były dobre oceny Zuzki oraz skuteczne dopilnowanie Marianny. Pierwsza z sióstr zbierała pochwały w ogólniaku, natomiast druga znalazła swoje miejsce w gastronomicznej zawodówce.” 

Po ukończeniu szkoły średniej i zdaniu matury z najwyższym wynikiem w powiecie, stanęłaś wobec wyboru, jaką wybrać uczelnię. Wiedziałaś, że tylko ukończenie przez Ciebie studiów da Wam szansę na samodzielność. Wybrałaś wymarzoną anglistykę, jednak poprzestałaś na zrobieniu licencjatu. Dzięki temu mogłaś przenieść się na tryb stacjonarny na drugim kierunku – o metalurgicznym profilu. Niewielkie państwowe pieniądze nie starczają na wiele, więc łapiesz się wszelkich dorywczych prac. Udzielasz korepetycji, zajmujesz się wyprowadzaniem psów, niańczeniem dzieciaków, karmieniem kotów czy podlewaniem kwiatów. I tak wiążecie koniec z końcem, czekając aż przestaniesz się uczyć i będziesz mogła podjąć „poważne” zatrudnienie. Jesteście ze sobą mocno związane, a Ty uwielbiasz przebywać z siostrą, dla której rezerwujesz każdą niedzielę. Marianna jest wbrew pozorom bardzo zabawną i ciekawą osobą, a jej największym atutem jest okazywanie spontanicznej radości nawet z drobnych rzeczy i niezdolność do opowiadania kłamstw. Do wszystkiego podchodzi żywiołowo i szczerze. Tworzycie zgodny i potrzebny sobie nawzajem tandem. 

16:27:00 No comments

Właśnie w dniu wyjazdu musiał zdarzyć się taki pech. Twoja siostra Regina zachorowała na tyfus. Zaczyna gorączkować, dostaje wysypki na całym ciele a na koniec pogrąża się w malignie. Rodzice wpadają w rozpacz - przecież dopiero co ojciec kupił bilety na statek z Batumi w Gruzji do Polski. Próbujecie się na niego dostać, niosąc cierpiącą na kocu, jednak kapitan kategorycznie zakazuje Wam wstępu. Jak się okazało - na szczęście, gdyż na Waszych oczach, gdy zmalał już do wielkości kropki na horyzoncie, nagle rozbłysnął, po czym złamał się w pół i zniknął pod taflą wody wraz z pasażerami.  

„Do Tumi dotarło, że gdyby nie przypadek, jej martwe ciało leżałoby już na dnie ukochanego morza razem ze wszystkimi jej planami i marzeniami.” 

Ze strachem zastanawiacie się, co będzie, gdy Bolszewicy zdobędą miasto. Przecież wiadomo, że wszędzie tam, gdzie wkraczają ich wojska, dochodzi do zbrodni i masakr. A te są już bardzo blisko. Na szczęście Gruzini powstrzymują je u bram. Spędzacie tam jeszcze całe sześć miesięcy, zanim wyruszacie w końcu w upragnioną podróż, która trwa kilka tygodni. Nie jest to łatwy czas, gdyż musisz spędzać go z rodziną, za jaką, mówiąc oględnie, nie przepadasz.  

„Rodzice wydawali się Tumi dziwną parą: ojciec łagodny i powolny, z łatwością ulegający wpływom, matka choleryczna o silnej, dominującej osobowości. Nieraz się zastanawiała, czy kiedykolwiek wodzili za sobą wzrokiem, czy też połączyło ich wyłącznie poczucie obowiązku i rozsądek.” 

Obydwoje są raczej obojętni wobec swoich dzieci, ograniczając się do sumiennego wykonywania obowiązków przy trojgu synach i takiej samej liczbie córek w nastoletnim wieku. Waszego rodzeństwa też nie łączy szczególnie silna więź. Nieprzezwyciężalnym ciężarem kładzie się na rodzinnych stosunkach incydent z Batumi. Kiedy byłaś mała, zmarł Twój braciszek. Gdy jego ciało spoczywało na katafalku, nagle się przestraszyłaś i wpadłaś na trumnę, przewracając nie tylko ją, ale także stojące wokół świece. Wywołało to pożar, z którego cała rodzina ledwo uszła z życiem. Ani Ty, ani Twoi bliscy nigdy o tym nie zapomnieliście. Podczas wędrówki trzymacie się jednak razem. Polska jest dla Was wielką niewiadomą. Rodzina Wagnerów już od trzech pokoleń mieszka w Gruzji, więc zupełnie nie znacie miejsca, do którego zmierzacie. 

17:05:00 No comments

Jak to by było być bezdomnym? Tego rodzaju przerażające rozważania snułam na większą skalę trzykrotnie. Po raz pierwszy, kiedy mieszkałam jeszcze w rodzinnej miejscowości. Każde przejście przez niewielkich rozmiarów park wiązało się bowiem z minięciem okupujących ławki miłośników trunków niskiej jakości o wysokiej procentowości, którzy noce spędzali pod tym czy innym krzakiem. Niegroźni - poza tym, że czasem prosili o “fajkę” lub pytali o drobne. Ich liczba malała wraz z nadejściem zimy i najczęściej nie zwiększała się już na wiosnę. Część zwyczajnie nie przeżywała mrozów. Pewnego dnia dołączyła do nich kobieta – jak to w małych miasteczkach bywa – znana mi z widzenia. Byłą pielęgniarkę, której załamało się życie, nieodróżniającą już potem spirytusu od wódki, po raz ostatni zobaczyłam reanimowaną przez pogotowie w jednej z alejek. Nieskutecznie... Drugie rozmyślania na temat problemu bezdomności owładnęły mnie, kiedy wyszłam w przerwie od pracy na papierosa i zostałam zaczepiona przez brudnego, ledwo wlekącego stopę za stopą, mężczyznę. Prosił o kupno czegoś ciepłego do picia lub jedzenia. Kiedy się zgodziłam, podzielił się ze mną życiową historią. Ponoć jestem doskonałym słuchaczem, ale żałowałam wtedy, że po prostu nie podałam mu produktów i nie odeszłam - bo wiele dni później zastanawiałam się jeszcze, jak to możliwe, by jednego człowieka dotknęło tak wiele tragedii. Wtedy był ledwie bezdomny – alkoholikiem stał się dopiero wyrzucony na ulicę. Zapamiętałam, jak się nazywał, toteż kilka miesięcy potem rozpoznałam klepsydrę... Trzecie trwożące myśli o bezdomności zdominowały moją głowę po wizycie we Włocławku, do którego pojechałam, by odebrać kilkaset płyt muzycznych kupionych z ogłoszenia. Tak pełnego szarości i snujących się “zombie”, niszczejącego i depresyjnego miasteczka nie odwiedziłam od lat. A to właśnie tam rozgrywa się akcja przejmującej, opartej na prawdziwych wydarzeniach opowieści Marcina Halskiego - świadectwa upadku Piotra G., czyli “Bezdomności all inclusive”... 

00:01:00 1 comments

W Mieście bez słońca panuje tak nieprzenikniona ciemność, że postronni nie dostrzegliby w nim nawet najmroczniejszych bytów. Trzeba się do niej przyzwyczaić, aby widzieć choć kontury otaczającej rzeczywistości - i przy tym być stworzeniem władającym przynajmniej niewielką magiczną mocą, by w ogóle spróbować to uczynić. A Ty, Evi’Deth o wyjątkowej barwie włosów, już niedługo poznasz odcienie świata, jakie trudno sobie wyśnić. Głęboko pod ziemią, z ledwie pozwalającą na oddychanie warstwą powietrza, spoczywa całe królestwo, którym władają kobiety. Każda z nich zawiaduje jedną częścią terytorium, wprowadzając na nim własne porządki, chociaż wszystkie podlegają stojącej nad nimi najwyższej. Mężczyźni? Owszem, są tutaj obecni, lecz mimo teraźniejszego uwięzienia zdążyłaś już zauważyć, że traktuje się ich zdecydowanie wręcz jak jednostki służalcze. Zachowują się niczym najniżsi podwładni - gotowi na każde rozkazy pań i stworzeni tylko po to, by im usługiwać. Zagwozdka, ciekawostka, aberracja – jeszcze nie zdecydowałaś. Zdecydowanie Miasto bez słońca nie tylko istnieje, ale i prezentuje zupełnie odmienny porządek rzeczy niż tego oczekiwałaś. Jego rozwikłaniem zajmiesz się jednak nieco później. Póki co masz o wiele bardziej naglące problemy. Pozbawiona broni, uwięziona i zdezorientowana, nie wiesz nawet, gdzie obecnie znajduje się niziołek w żeńskiej postaci, człowieczy skrytobójca czy niechciany adorator, wraz z którymi tutaj przybyłaś. Nawet dzielny Demonik, obcym przypominający pewnie czyniącego szatańskie podszepty diabełka pod postacią jaszczurki, zasiadającej wiernie na ramieniu, jest od Ciebie odseparowany. W tej chwili tkwi w klatce podwieszonej wysoko w Twojej celi i tylko jego skonfundowane “panienko” uświadamia Ci, że nie jesteś tu zupełnie sama. Nagle kraty więziennej komnaty się rozchylają, ukazując dwóch odzianych w skóry mężczyzn... 

19:24:00 No comments

Pędzisz przed siebie w szaleńczej galopadzie, usiłując uciec przed zaciekłym pościgiem. Twój czarny ogier czystej arabskiej krwi Anubis dobywa wszelkich sił, aby wydobyć Cię z tarapatów. Jednak zapada coraz większy mrok, a co gorsza przed Tobą bagienny teren, którego przebrnięcie będzie wymagało szczególnej ostrożności i wysiłku. Liczysz na swojego niezawodnego wierzchowca - wszak jeszcze nigdy Cię nie zawiódł. Przebiega Cię dreszcz przerażenia, gdyż głosy goniących zbliżają się coraz bardziej, co świadczy o tym, że dosiadają wyjątkowo silnych koni. Spinasz zwierzę nogami i zmuszasz do jeszcze większego pędu, lecz wiesz, że to nie może długo trwać. Wprawdzie znowu zdobywasz przewagę odległości, lecz wkrótce potem musisz na chwilę zatrzymać się w pobliskich zaroślach. Gorączkowo myślisz o tym, co niedawno ujrzałaś. Twój nieodłączny towarzysz z dziecinnych lat i przyjaciel rodziny – Linas Lulejko, z pochodzenia Litwin, siedział przy wspólnym ognisku z Rosjanami, razem z nimi wyśmiewając daremne wysiłki Polaków, zmierzające do wywalczenia niepodległości i wyraźnie planując jakieś wspólne przedsięwzięcie. Niestety dostrzegli Cię i próbowali złapać. To zwykły zdrajca i łotr, nie znajdujesz na to wszystko innych określeń. Nie masz jednak czasu analizować tego szczegółowo i ponownie rzucasz się do ucieczki. Wybierasz najtrudniejszą trasę, chcąc zgubić pościg. Dociera do Ciebie, że mogą to być płonne oczekiwania - przecież Linas doskonale zna okolicę, a najpewniej i on bierze udział w całej akcji, skoro jeszcze nie zdołałaś zbiec. Niestety nie masz wyjścia, więc ostrożnie wprowadzasz Anubisa na ledwie widoczną i bardzo wąską kładkę mostka, na którą nie miałby odwagi wkroczyć inny jeździec. Niestety poza Litwinem – bo ten nagle pojawia się z Twoimi plecami, celuje z broni i wzywa do zatrzymania. Udaje Ci się jednak umknąć. Z ulgą konstatujesz, że najwyraźniej Cię nie poznał. 

16:01:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (91)
    • ▼  cze (20)
      • Joanna Kupniewska - Kuszenie ostatniego Jagiellona...
      • Brandon Mull - Opiekunowie. Zakazana góra - recenzja
      • Walter Miller - Kantyczka dla Leibowitza - recenzja
      • Piergiorgio Pulixi - Ty jesteś prawem - recenzja
      • Szymon Niordu Biadasz - Niechciane przeznaczenie -...
      • Serhii Ratkin - Do głębi siebie - recenzja
      • Monika Klara Krajniak - Skąd ta nienawiść między W...
      • Katarzyna Gacek - Zbrodnia, której nie było - rece...
      • Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates