• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

To może oznaczać tragedię dla siedemnastolatki – przeprowadzka do domu zupełnie nieznanej cioci, ulokowanego w małej, sennej miejscowości. I to po niespodziewanej śmierci ojca i dawnej stracie matki. Za towarzystwo masz jedynie starszego brata, któremu niestety nie udało się spłacić długów za Waszą posiadłość. Odtąd jesteście zdani tylko na siebie – i na kobietę, jakiej nawet nie pamiętasz. Teraz musisz zamieszkać pod jej dachem i z pewnością stosować się do zasad. Jeśli będą tak sztywne, jak koścista i wyniosła wydaje się być ona sama... prorokujesz, że marny Twój los. Pomijając zasmucające wydarzenia, które z pewnością nie powinny przypaść w udziale tak młodej osobie, postanawiasz mimo wszystko dać szansę nowej szkole i życiu zupełnie odmiennemu od poprzedniego. Spokojnego, zwyczajnego, nastoletniego. Tego, w jakim... nie było wampirów - odpowiedzialnych za powstanie hermetycznej mieściny Elizabethtown kilka wieków temu. Do tej pory nie miałaś pojęcia, że nieumarłe istoty istnieją naprawdę. Już wkrótce będziesz miała okazję nie tylko się o tym przekonać, ale i zaprzyjaźnić z częścią z nich. Nieświadoma, iż masz do czynienia z kimś zawieszonym pomiędzy życiem a śmiercią. Być może nawet tego, że... właśnie komuś takiemu jesteś przeznaczona. Nie uprzedzajmy jednak faktów, choć ironiczni profeci z pewnością mogliby w tej chwili rzucić mało zabawnym, suchym żartem. Chcesz go poznać? Proszę bardzo. Co może być lepszego od nieprzystępnego, charyzmatycznego, inteligentnego wampira o niemalże dwustuletniej, nieszczęśliwej przeszłości? 😉 Takiż - kiedy dodatkowo okazuje się Twoim nauczycielem historii. Tylko że to wcale nie jest śmieszne... chyba, że chodzi o uniesienie ust w górę przez łzy. Dlaczego? 

PS Fanów barwionych brzegów uprasza się o zwrócenie uwagi na ich perfekcyjne dopasowanie do tajemniczej okładki! 

PS2 Where wampir?! 😉 Oj, otóż jest... 

17:17:00 No comments

Głód wiedzy i snucie snów o coraz większej władzy. Wieczne dążenie do tego, by: szybciej, goręcej, doskonalej. Pęd ku niedoścignionym ideałom, zaprojektowanym gdzieś w odmętach świadomości podczas bezsennych nocy. Zawsze trzeba zmierzać do lepszego i pożądać poszerzania umiejętności. Stojąc w miejscu, tylko się cofasz. Nie będziesz jednak piął się w górę ani szedł do przodu, jeśli nie włożysz we wszystko, co czynisz, chęci, możliwości, silnej woli, samozaparcia i nie poświęcisz temu mnóstwa czasu oraz ciężkiej pracy. Takie są fakty, choć... jak wiele razy kusi, by pójść na skróty? Kto właściwie odpowiedzialny jest za te podszepty, które twierdzą, że przecież można pominąć jakiś etap, oszukać, nieuczciwie zająć czyjeś miejsce? Jest duże prawdopodobieństwo, że znane z młodszych lat wizualizacje nieszczęśnika, niemogącego się zdecydować czy słuchać siedzącego na prawym ramieniu, białego aniołka czy jednak tkwiącego na prawym, czarnego diabełka, odzwierciedlają sporo prawdy. Tylko który tak właściwie sączy do uszu zło? Co nim jest? Aby umieć to stwierdzić, trzeba posiadać odpowiedni zasób informacji oraz nabyć wiele życiowego doświadczenia. Nie tylko – bo to książkowe jest równie cenne. Właśnie dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok nęcącej mrokiem powieści demonologicznej, świętującej ostatnio 36. urodziny. Nowe, pełne ilustracji z ognistych czeluści wydanie propozycji literackiej “Cień władcy sabatu”, za którego powstanie odpowiedzialny jest Wydawca Arkadiusz Siejda, twórca kolekcji literatury okultystycznej Ars Diavoli - Biblioteka Demonologiczna, Księgarnia Ksiąg Zakazanych Ars Diavoli, przypomina czytelnikom ważną narrację i - oprócz cieszenia oczu limitowanym egzemplarzem – pozwala na poznanie świadectwa o mistycyzmie, w którym aż roi się od istotnych przekazów. Dostrzegając je i próbując zrozumieć, odbiorca będzie również mógł lepiej identyfikować postaci zła. Te bowiem, niekoniecznie materialne, uwodzą go całkowicie podprogowo – pozornie niewinne, udanie przemieniają piękne sny w koszmary. Trudno się z nich obudzić. 

17:13:00 No comments

Znowu wirujesz w tańcu, lekka jak piórko i wygięta w łuk niczym łabędź pląsający w swoim tajemniczym przedśmiertnym rytuale. Unosisz się nad ziemią, daleka od otaczającej Cię na co dzień szarej rzeczywistości. Każdy mięsień napięty jest do granic możliwości, podobnie jak umysł, który wprawia posłuszne mu ciało w pełen harmonii ruch, stapiający Cię w jedność z całym wszechświatem. Każda kolejna figura, którą przybierasz, każda arabeska czy passe uwypuklają Twój niezwykły talent i ogrom pracy, jaki włożyłaś w to, aby stać się doskonałą baletnicą. Od najmłodszych lat poddajesz się ciągłym, wielogodzinnym ćwiczeniom. Znasz wszystkie rodzaje bólu, mogącego dotknąć wycieńczony do granic możliwości organizm, łącznie z tym, który odbiera chęć życia i wywołuje łzy ściekające miarowo po twarzy. Gdy jeszcze mieszkałaś w Rosji, wiele lat spędziłaś w moskiewskiej Akademii Baletu Bolszoj – najlepszej szkole baletowej na świecie, stając się jej niekwestionowaną gwiazdą. Teraz, gdy przyjechałaś do Polski, musisz dołożyć wszelkich starań, aby zdobyć wyśnioną rolę Odetty w Jeziorze Łabędzim, jakie ma być wkrótce wystawione w budynku krakowskiej Opery. Uciekłyście z przybranej ojczyzny wraz z matką, będącą z pochodzenia Polką, przed Twoim ojcem – bezwzględnym i zbrodniczym oligarchą. Chciałyście zaznać choć trochę spokoju i odpocząć od stanu ciągłego zagrożenia oraz brudu jego uczynków, który oblepiał Was każdego dnia. Jeśli chcecie mieć w tym kraju jakąś przyszłość, musisz się postarać, aby reżyser podjął decyzję, żebyś to właśnie Ty była ozdobą szykowanego z tak wielkim pietyzmem przedstawienia. Ćwiczysz więc nieustannie, nie zwracając najmniejszej uwagi na poranione w twardych pointach stopy.  

17:29:00 No comments

Kiedyś byłam czyjąś poetką. Ogólnie: lirykiem i wierszem. Królową - pomimo tego, że koronę dzierżyłam tylko ze słów. Może dlatego skrzyła się najwyjątkowiej. A potem stało się życie z tragedii, niedookreśleń, pomyłek i przykrytego fałszywą iluzją pozorów zła. Nie istniały już wiersze – na zewnątrz. Jak i ja – bo wciąż żyły we mnie. Są kwestie bezśmiertne. Dobrze jest mieć okazję zasnuć mgiełką oczy i choć na chwilę do nich wrócić. Gorzkie echo uleciałych szans. 

Tomik poezji “Daj mi pożyć, zanim umrę” Weroniki Sobolewskiej wygrywa całą gamę akordów, które nie wywołują kakofonii - doskonale współbrzmią. Okraszające wiele tematów dźwięki często uderzają w bliskie mi struny, sprawiając, że część znajdujących się w zbiorze wierszy przytulam z nostalgią. Niegdyś mistycznym uśmiechem, który na skutek okoliczności musiał stać się tylko cyniczny. Niebolesne powroty do liryki byłyby jednak bezwartościowe. A ten przyzywający eleganckim spokojem zbiór zasługuje na uznanie. Cudownie przekonać się, że wciąż ktoś jeszcze bawi się wersami, rozlicznością form i zmierza pod prąd wierszem. Czymże byłby bez nich świat? Prostość bezbarwnych mdłości. Współczesność upadła...by, ale nie, gdy są nadal złożenia słów. 

O upartej niezłomności, konsekwencjach wyborów w odtwarzanym w zapętleniu świecie, wadze niepowetowanych strat. Niesmaku sukcesów samotnych, pustce postronnych spojrzeń, wietrze - który zawsze pod wiatr. Miłości straconej, więc wiecznej. Oddechu, co udusi(ł). Zdradzonej niewiernością tęsknocie. Kawałkach toksycznie małych śmierciek codzienności. Obumarłością chmurnych marzeniach. Nieprzemijalności nieprzeliczalnego oczekiwania. Tłumnym (nie)człowieczeństwie (byle)jednakowości. Niezniszczalności zemst i ciężkości cierpień. Ale przede wszystkim o niej. W poezji, prozie, każdym słowie, zawsze chodziło tylko o nią. Tęsknotę. Ta muza jest prawdziwym wierszem. Szeptanym, niespisanym. Absolutem. 

A może to li – jak na okładce - jedynie moja własna (nad)analiza w strzaskanym lustrze odbita, zaś liryki Weroniki Sobolewskiej traktują o czymś skrajnie innym? Nieistotne. Prawdziwe piękno poezji: każdy ma własną. Co ujrzysz w swojej? 

23:21:00 No comments

Wspomnienia są nie tylko błogosławieństwem. Niestety wiele przywołuje z otchłani pamięci także złe chwile, które chciałoby się z niej wyrugować. Są jak życie: słodko–gorzkie, jednak przecież takie smaki składają się na skomplikowaną mozaikę losów każdego człowieka. Twoja stanowi układankę wprawdzie pełną szczęścia, ale zarazem naznaczoną piętnem szczególnej tragedii. Jak to wszystko się zaczęło? Przed Twoimi oczyma ponownie rozpościera się jesienny krajobraz 1981 roku. Nie ten złocisty, mieniący się wieloma kolorami, jaki opiewają całe rzesze polskich literatów, ale szary i ponury, jak cała Polska Rzeczpospolita Ludowa. Skrzydła radości i ekscytacji niosą Cię do Twojego wyśnionego liceum – elitarnej gdańskiej Topolówki, będącej szkołą o ogromnych tradycjach. Jako pierwszoklasistka z wielką dumą nosisz na rękawie kurtki czerwoną tarczę - jej symbol. Gdy 1 września, nieco zagubiona, kręcisz się po korytarzu, szukając właściwej klasy, zaczepia Cię chłopak i oferuje swoją pomoc. To Władek. 

18:48:00 No comments

TEN CYTAT.  

“Żeby się zrelaksować. Żeby nie zachowywać się jak dziwadło. Żeby zapomnieć. Żeby pamiętać. Żeby być zabawna. Żeby ludzie mnie lubili. I żebym nie przejmowała się, gdy jest inaczej. Żeby się dobrze bawić. Żeby się po prostu nie przejmować.” 

Po przeczytaniu kilkudziesięciu pierwszych stron drugiego tomu cyklu “Frigid” nie odczuwałam zafascynowania treścią. Wręcz przeciwnie - narastało we mnie wrażenie, że oto poznaję fabułę części pierwszej w wersji nieco zmienionej dla kolejnych bohaterów. Para przekomarzających się postaci, zakochanych w sobie do imentu, choć oczywiście jeszcze nie do końca tego świadomych, jedynie bez separującej od świata śnieżnej otoczki, która - wespół z pewnym psychopatą - tak urzekła mnie kilka miesięcy wcześniej. Wyjazd z przyjaciółmi, on nieuleczalny łóżkozaganiacz i ona spaniel z językiem ostrym jak żyleta. Przerzucałam rozdziały dość znużona, bo hej: przecież to już było grane. Tylko że tym razem okazało się, że przed czytelnikiem nie wybrzmią akordy malowniczego, zimowego love story z nęcącym zagrożeniem w tle, jakie zaintonowane ponownie byłyby wtórne. Jennifer L. Armentrout zwiodła mnie iście mistrzowsko. Chwilę później bowiem przed moimi oczami zmaterializował się TEN CYTAT, a ja pomyślałam, że to jest mi znane inaczej. Może pomiędzy strony książki wpadła jedna z dawno pożółkłych kartek pamiętnika? Nie była jednak podniszczona, pomięta - a tusz nie okazał się rozmazany. Czytałam więc dalej, poznając opowieść o młodej kobiecie, która zawsze czuła się niewystarczająca, a wszelkie tragedie, smutki, trudności i niepewności chowała za woalem tkanym z zakrapianej procentami koronki, chronionym półprzezroczystymi kolcami ostrości i strzaskanymi wewnętrznie mozaikami. Poza szorstkości, separacji i przekory to jednak ułudna melodia pustki. Pytanie nie brzmi zaś tylko: do czego prowadzi. Przede wszystkim: skąd się wzięła? I Armentrout udziela doskonałych odpowiedzi. 

22:50:00 No comments

Wchodzisz do mieszkania sekundę po tym, jak przyłożysz kciuk do skanera a Twoja tęczówka zostanie rozpoznana przez czytnik. Zamki otwarte, alarm rozbrojony - wróci do stanu bezpieczeństwa po zamknięciu drzwi. Prowadzisz rozmowę przez słuchawkę Bluetooth i jednocześnie przesuwasz palcami po ekranie między aplikacjami w telefonie komórkowym, którego przez cały dzień niemalże nie wypuszczasz z dłoni. Pierwszą ikoną regulujesz oświetlenie w pomieszczeniach, drugą zmieniasz temperaturę klimatyzacji, kolejną lodówki oraz zamrażalnika, następną kończysz program odkurzania, inną prosisz ekspres o zaparzenie ulubionej kawy. Wszystkie czynności zautomatyzowane i zharmonizowane; piknięcia rozlegają się niemalże równocześnie, rozpoczynając robotyczną symfonię dźwięków, do jakiej przywykłeś już tak bardzo, że niemalże jej nie słyszysz. Smart głośnik pyta, czy życzysz sobie posłuchać muzyki, do czego Siri dodaje odpowiednie pozdrowienie. Coś dla samotnych – czy to nie jest wspaniałe uczucie, kiedy po wielu godzinach pracy przekraczasz próg lokum i rozlega się zawsze radosne powitanie? Zagrzać Ci wodę do pachnącej olejkami kąpieli? Odczytać na głos najnowsze wiadomości? A może chciałbyś dowiedzieć się, co się dzieje na świecie lub spośród przedstawionych programów telewizyjnych wybrać ten na bieżący wieczór? Jeśli ktoś postanowi Cię odwiedzić, inteligentny dzwonek znacznie wcześniej o tym powiadomi – a nawet pokaże Ci aktualny obraz dobijającego się do bramy nieszczęśnika. Gdyby się nad tym zastanowić, nawet nie musisz się z nim spotykać. Z rozlicznymi, połączonymi ze sztuczną inteligencją aplikacjami, które codziennie współpracują z domowymi systemami smart, możesz porozmawiać właściwie na każdy temat. Znają Cię. Wiedzą, co lubisz i co Cię interesuje. Towarzyszą Ci i ułatwiają codzienność. Lecz może przeciwnie – od dawna nią sterują, bo całkowicie nią zawładnęły... 

21:49:00 No comments

Przeżyłaś siedem dni gehenny. To o wiele więcej niż może wytrzymać człowiek. Przez cały ten czas byłaś więziona, bita, gwałcona oraz pozbawiana choć kropli wody czy okrucha pożywienia. W siatkówce Twoich oczu, jak na kliszy starego zdjęcia, utrwaliła się jedynie czarno–biała twarz oprawcy. Przyklękał nad Twoim umęczonym i skrępowanym ciałem, aby wciąż znęcać się nad bezwładnym ochłapem, który jeszcze z niego pozostał. Kolory już nie miały dostępu do Twojego wzroku, bo czy można pokryć barwami nieustanny ból i zwierzęcy strach? Twój umysł przestał cokolwiek rejestrować - poza tym strasznym obliczem, będącym symbolem skrajnego upodlenia. Jedynym jego pragnieniem było zaznanie spokoju. I wkrótce go osiągnie, bo oto Twoje nagie ciało z impetem uderzy o pawiment, będący wybawieniem od cierpienia a krzyk łamanych kości oskarży niemo bestię, która jest za to wszystko odpowiedzialna. Dziewięć pięter - dziewięć kroków do świata, w jakim nic Ci już nie zagraża. Było warto. 

20:24:00 No comments

Czym jest prawdziwa miłość? Porywem serca i bezmiarem szczęścia? To na pewno, wszak poeci nie mogą się mylić. Ty jednak zaznałeś innego jej rodzaju. Twoje uczucie to wieczna tęsknota i ciągła pogoń za nieuchwytnym. Niedoścignionym i nieosiągalnym, choć upragnionym. Tym właśnie była dla Ciebie Milena. Miłość i sens Twojego życia, a zarazem największe przekleństwo. Posiadałeś ją, a jednocześnie nie byłeś w stanie zawładnąć nawet najmniejszym okruchem jej serca, choć ona zawojowała Twoje. I nigdy tej władzy się nie zrzekała ani jej nie oddała. Myślami sięgasz lat, kiedy ujrzałeś ją po raz pierwszy. 

„(...) w poniedziałek 22 września 1975 o godzinie 10.45 ujrzałem dziewczynę, która zakasowała i skasowała wszystkie, jakie kiedykolwiek przedtem i potem widziałem „w życiu, filmie, na okładkach pism oraz kilkudziesięciu kanałach TV” - to powiedział o niej ktoś inny, ważniejszy, a ja powtarzam za nim, wstawiając moją datę.” 

Miałeś wtedy 16 lat i właśnie wszedłeś do klasy liceum. Na jej widok zamarłeś, a potem wymieniliście spojrzenia. Nie wiedziałeś jeszcze, że niezależnie od woli Twój wzrok został uwięziony w jej oczach na zawsze. Na dobre i złe, choć po latach umiesz ocenić, że raczej to drugie. A jednak... niczego nie żałujesz. 

14:38:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (90)
    • ▼  cze (19)
      • Brandon Mull - Opiekunowie. Zakazana góra - recenzja
      • Walter Miller - Kantyczka dla Leibowitza - recenzja
      • Piergiorgio Pulixi - Ty jesteś prawem - recenzja
      • Szymon Niordu Biadasz - Niechciane przeznaczenie -...
      • Serhii Ratkin - Do głębi siebie - recenzja
      • Monika Klara Krajniak - Skąd ta nienawiść między W...
      • Katarzyna Gacek - Zbrodnia, której nie było - rece...
      • Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates