Marie Jungstedt - Widzę Cię - recenzja

by - 18:25:00

„(…) tamta sprawa również nie była łatwa. Dała się oczarować człowiekowi, który potem okazał się mózgiem serii morderstw.”

Studia prawnicze są skomplikowane i wymagają ogromnego nakładu pracy. Choć radzisz sobie na nich bardzo dobrze, chcąc za wszelką cenę osiągnąć sukces, zdajesz sobie sprawę z tego, że już za chwilę czeka Cię wiele trudnych egzaminów. Na razie jednak nie zaprzątasz tym sobie głowy: wiesz, że dasz z siebie wszystko. Póki co Ciebie i trzy najważniejsze w Twoim życiu osoby czeka upragniony odpoczynek; swoisty restart przed powrotem do nauki – wycieczka na malowniczą wyspę Lilla Karlsö, położoną niedaleko szwedzkiej Gotlandii. Opuszczony skrawek ziemi, otoczony przez Morze Bałtyckie to idealne miejsce na to, aby oddać się błogiemu lenistwu. Towarzyszy Ci ukochany Simon, który ma na ten weekend szczególne plany, o których nie masz jednak jeszcze pojęcia oraz dwójka przyjaciół. Niedługo po tym, jak udaje Wam się rozlokować w wynajętym domku, postanawiacie się przespać, a już kolejnego ranka oddać zaplanowanym rozrywkom. Kiedy budzisz się w nocy, wydaje Ci się, że słyszysz dziwne dźwięki. Poza Wami na wyspie nie powinno być jednak nikogo innego, prawda? Wracasz do snu, ganiąc się w myślach za wybujałą wyobraźnię. Poranek jest wręcz rajski – promienie słońca odbijają się od wody, a otaczającą Was wielobarwną naturę mógłby na swym dziele uwiecznić każdy utalentowany malarz. Po posiłku udajecie się na plażę i oddajecie słodkiemu lenistwu. Zanim zapadniesz w drzemkę, zdążysz jeszcze pomyśleć tylko, że nigdy nie byłaś bardziej szczęśliwa…

„Ta pustka będzie się w niej odzywać do końca życia.”

Jeśli wiedziałabyś, co ujrzysz sekundę po tym, jak ponownie otworzysz oczy, prawdopodobnie zdecydowałabyś się zostawić powieki opuszczone już na zawsze. Simon, który jeszcze chwilę temu czule obejmował Cię ramieniem, leży zupełnie bezwładnie. Nie oddycha. Nie wyczuwasz pulsu. Twój ukochany jest martwy…Kawałek dalej dostrzegasz Rasmusa, leżącego twarzą w wodzie. I on nie daje żadnego znaku życia, podobnie jak znajdująca się parę metrów od niego przyjaciółka. Zanim popadniesz w katatonię, nie mogąc uwierzyć w to, że jesteś jedyną ocalałą z niewyjaśnialnej tragedii, ostatkiem sił wzywasz jeszcze służby…

„Może o to chodzi, że życie składa się z różnych etapów. Przynajmniej u niektórych. Bardzo nielicznym ludziom dane jest mieć związki na całe życie.”

Czwórka zaprzyjaźnionych ze sobą studentów wybiera się na rajską, odciętą od świata wyspę. Trójka z nich zostaje zamordowana, w dodatku w niezwykle przebiegły sposób. Dlaczego? Kto mógłby mieć jakikolwiek interes w tym, żeby zabić tak młode osoby, które postanowiły jedynie jeszcze chwilę odpocząć przed powrotem na studia? Kluczem do rozwiązania zagadki mogłaby się okazać ta, która przeżyła – Frida, która kolejny raz została pozbawiona wszystkiego, co dla niej na tym świecie cenne. Problem tkwi jednak w tym, że kobieta, doznawszy takiego szoku, nie jest w stanie wydobyć z siebie słowa. Komisarz Knutas i jego zarówno prywatna, jak i zawodowa partnerka Karin, nie ustają jednak w działaniach, aby uzyskać od Fridy informacje, mogące rzucić nowe światło na prowadzone śledztwo. Podobnie jest zresztą w przypadku nieustępliwego duetu dziennikarskiego, liczącego na nagranie tak zwanego materiału życia, który przyniesie im sławę. Wrze na uniwersytecie, na którym studiowali zabici. Wrze w całej Szwecji, bo bez wątpienia jest to sprawa inna niż wszystkie – wręcz makabrycznie bulwersująca. Wrze również w umyśle mordercy, który wcale nie skończył jeszcze realizować swojego diabelskiego planu…

„I spójrz, są tu trzy brylanty, ich znaczenie jest symboliczne: the past, the present and the future.”

Odkąd kilkukrotnie zasnęłam podczas czytania chwalonych przez większość powieści Camilli Läckberg, a potem nieomalże wyrwałam sobie wszystkie włosy z powodu nasączonej przytłoczeniem i frustracją nudy w trakcie lektury polecanego przez miłośników mrocznych lektur „Millenium” Steiga Larssona, szwedzką literaturę kryminalną omijam szerokim łukiem. Na bazie moich licznych wcześniejszych doświadczeń uznałam, że jest ona nużąca i przegadana. Śledztwa ciągną się w niej w nieskończoność, a rozwlekłych opisów otaczającej bohaterów przyrody nie powstydziłby się nawet nasz Mickiewicz. W tym założeniu trwałam przez kilka (a może i więcej) lat – i choć pasjonują mnie sielskie szwedzkie okolice, książkom o nich z zasady mówiłam stanowcze nie. Aż tu nagle pewnego dnia natrafiłam na pięknie kolorową okładkę powieści „Widzę Cię”, na której w dodatku widnieje zachęta w postaci stwierdzenia, że Jungstedt jest jedną z najlepszych szwedzkich Autorek. Kompletnie nie kojarząc tego nazwiska, postanowiłam, że dam północnym autorom ostatnią szansę. Do tego pomysłu przekonał mnie też fakt, że historia liczy sobie 272 strony – a więc fizycznie nie może być przegadana. I faktycznie absolutnie taka nie jest! Powrót do Skandynawii był doskonałą decyzją. „Widzę Cię” to świetnie wyważony crossover thrillera oraz kryminału (chyba nawet z przewagą tego pierwszego, co jest dla mnie dodatkowym plusem) o absolutnie idealnej dynamice, w której nie można znaleźć ani chwili na nudę. Główna intryga skonstruowana jest dokładnie, a Autorka nie zarzuca czytelnika mnóstwem plot twistów – prezentując tylko jeden, który okazuje się być całkowicie realistyczny. Opisów otaczającego bohaterów świata nie zabrakło, jednak – wbrew moim obawom – nie były one obszerne, a krótkie i rzeczowe, choć jednocześnie wystarczająco barwne, aby namalować przed czytelnikiem zupełnie inny świat. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wskazała również tego, co uważam za minus – nagromadzenie liberalnych, modernistycznych motywów w trakcie tworzenia postaci jest tak duże, że aż wypada mało rzeczywiste. Wszyscy mężczyźni to kreatury podłe (niewierny, stalker, gwałciciel, nadużywający pozycji i tak dalej…), podczas gdy każda z kobiet jest superbohaterką, oczywiście skrzywdzoną kiedyś przez faceta (lesbijka, zwolenniczka ruchów me too, wojująca feministka, zwolenniczka ekoterroryzmu, to be continued) – co odbieram jako zwyczajnie przesadzone. Jest to jednak wada w pełni subiektywna i nie zmienia faktu, że w związku z całą fabułą po takie szwedzkie kryminało-thrillery z ogromną chęcią sięgałabym codziennie – pozwalając się uwieść mrocznej zbrodni i porwać w inny, tak bardzo mnie pasjonujący zimny świat, pełen niespotykanych kolorów. Za samą historię byłoby 9/10 – w związku jednak z kreacją bohaterów „Widzę Cię” kończy z oceną 8/10… a ja pokornie pochylam głowę i melduję, że w literaturze skandynawskiej pozostało mi jeszcze wiele do odkrycia. Czekam na kolejny tom!

„Czasem człowiek musi się po prostu zdecydować (…). Postanowić, że idzie dalej, zostawiając za sobą to, co było. Potraktować jak historię i oderwać się od tego raz na zawsze.”

You May Also Like

1 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)